O tym, jak… stara miłość nie rdzewieje

Spotkała mnie taka dziwna sytuacja

Dostałam filmową polecajkę, dziękuję Ci bardzo, Mamo Mi. A polecajką tą był serial Il Gattopardo — albo po polsku Lampart. Film zresztą już drugi, na podstawie powieści zresztą. Co więcej, bardzo udanie zrealizowany. Piękne plenery, fajnie zagrany, fabuła całkiem niezła, choć romansidło w zasadzie. Ciekawe tło historyczne — zjednoczenie Włoch, Garibaldi i te sprawy. I ON, książę Sycylii, ostatni sprawiedliwy, ostatni ze swego gatunku, jakże sympatyczny i jednocześnie przepełniony smutkiem relikt umierającego na jego oczach świata.

Oglądam ten serial już drugi raz. I kiedy mąż mój tak pochlebnie komentuje urodę filmowej Angeliki, która prywatnie okazuje się być córką Moniki Bellucci. Ja przyglądam się naszemu protagoniście i myślę sobie, że ma chłop coś w sobie. Nie powiem całkiem ci on niezły. Ordynarnie powiem szło by go, a uroku zdecydowanie dodaje mu jeszcze grana postać. Pytam męża, czy mi takiego księcia kupi, ale krzywi się trochę. Chyba nie mamy po prostu tyle oszczędności. Trudno. Zobaczę chociaż co to za facet, tak w normalnym życiu, może tańszy będzie jako aktor.

Kim Rossi Stuart

Patrzę, oglądam – chłopa nie znam. Nie zrażam się jednak, studiuję filmografię i nagle kopara mi opada… Przecież ja jednak znam gościa. Matko jedyna, po latach tylu odnalazłam miłość mego dzieciństwa, co wraz z Robinem z Sherwood śniła się nam po nocach i co wzdychałyśmy do niej nieśmiało gdzieś w okolicach głębokiej szkoły podstawowej.

Romualdzie gdzieś ty mi się zgubił na te wszystkie lata?

Nie wiem czy pamiętacie, kiedy jeszcze kasety się oglądało, tak, te takie co je „wideło” lubiło wciągnąć. Była, jak się teraz okazuje cała seria filmowych baśni Fantaghiro. Oglądałyśmy namiętnie, jedną tylko, tą pierwszą, a potem w nieskończoność bawiłyśmy się naśladując przygody bohaterów i jak już wspomniałam wzdychając do przystojnego Romualda.

Ha, jak to czasem się dziwnie los splata. Wracają przystojniacy z młodości i może teraz trochę strach co jeszcze może stamtąd powrócić. To były hity trochę już zapomnianego świata, kiedy czekało się od soboty do soboty na kolejny odcinek, który tak łatwo można było przegapić, wychodząc na dwór. Sami teraz jesteśmy jak książę Fabrizio Corbera di Salina — takie relikty przemijającego świata. Patrzymy co dnia z coraz większym bagażem doświadczeń na świat i tęsknimy za tymi Romualdami, Robinami, za Hanem Solo i Indianą, co miał imię po psie, i nawet za Chuckiem Norrisem, chociaż urodą on jakoś nie zachwycał, tylko sercem. Bo kiedyś to przecież było, a teraz już nie jest.

Il Gattopardo – 1963

Wracając jeszcze do ekranizacji powieści, jest i taka wcześniejsza, jak nietrudno się domyślić, ale tam niestety wszyscy są szkaradni. Nawet nie wiem, czy to Conchetta czy Angelika — nie przepadam za urodą Claudii Cardinalle, bardziej straszy — czy może ich matka do kompletu. Chyba jedynie Alain Delon jest git, ale kreowana przez niego postać jest tak antypatyczna i sprawia, że nawet jego źle się ogląda. Pierwsza połowa to koszmarnie długie sceny batalistyczne, przewijałam je więc, a druga to koszmarnie długi bal, który także przewijałam. Strasznie się ten film postarzał i postarzał się w dodatku źle. Nie polecam, chyba że kinowym maniakom, tropicielom popkultury i miłośnikom starego kina, co wszystko już widzieli i każdy batalistyczny bal zniosą z godnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *