Okładka książki Drzewo do samego Nieba

O tym jak… się wspinać – Maria Terlikowska – Drzewo do Samego Nieba

Niechaj żyje PKP

Dzisiaj kilka godzin jadę pociągiem zupełnie sama. Teraz właśnie. Zrezygnowałam z samochodu, którym też miałam jechać kilka godzin zupełnie sama. Wszystko to dla czytelnictwa i literatury dziecięcej oraz pisania recenzji o książkach bardzo dla rodzica ważnych, bo o lekturach szkolnych. Pierwsza z nich już za mną. Relacja Bystrzyca Kłodzko – Wrocław. W pociągu zimno, owszem w nocy było -10, ale żeby tak nie grzać?

Rok 1975

To rok wydania tej krótkiej opowieści dla dzieci. W tle zupełnie niedostrzegalne dla malucha życie. Socjalizm trzyma się świetnie. Gierek akurat grzebał w treści konstytucji, intelektualiści protestowali. Powstało 49 województw. Podpisano też układ z RFN i zezwolono na wyjazd mniejszości niemieckiej, a pracownikom przymusowym przyznano odszkodowania. Ziemia Obiecana miała szansę na Oskara, Zimmerman wygrał konkurs Chopinowski. Premierę miał serial Czterdziestolatek Jerzego Gruzy i cudowne Noce i Dnie oraz równie cudowne Zaklęte Rewiry, z tak uroczo młodym Markiem Kondratem. Na świat Przyszedł Maciej Stuhr, a opuścił go na zawsze Dymsza.

Dziwnie bliski jest mi rok 1975, chociaż moja mama miała dopiero 13 lat i nie planowała raczej mojego istnienia. O wszystkich tych faktach dzieciaki się jednak nie dowiedzą. Jedyny ślad tamtych dni pojawiający się w książce to wielka przebudowa. Wysiedlanie ludzi ze starych kamienic i ich przeprowadzka do nowo wybudowanych bloków. Do mieszkań, na które tak się czekało i o które tak często trzeba było walczyć.

Maria Terlikowska – Drzewo do Samego Nieba

Na takie nowe mieszkanie czekają bohaterowie opowieści. Żyją w takim jakby rozkroku między starym a nowym światem. Ponieważ są dopiero w drugiej klasie, mało ich to wszystko obchodzi. Ważne jest tu i teraz, ważny jest ich plac, a na środku tego właśnie placu rośnie ich własne drzewo takie akurat do samego nieba. Drzewo przyjaciel, pomocnik, powiernik i miejsce zabaw. Wspinają się więc na nie, a z każdym wyższym konarem otwierają się nowe widoki i nowe możliwości. Myśla, że ftoś, fto nie wychowoł sie na placu i nie robiōł ciaplyty pod rają chlywików, abo nigdy nie mieszkōł we starym familoku na Dymbie, abo w tylnyj haupie za ainfrtym przy Powstańców, nie poradzi spokopić takiego życio. A jo ja i beztuż widzi mi sie ta historya.

Chociaż książka jest strasznie krótka, historia chłopców i ich drzewa tak nagle się urywa, a samo wydanie, przynajmniej, to które akurat posiadamy, również nie jest ilustracyjnie rewelacyjne. W Drzewie do Samego Nieba jest wspomniane wszystko tego, do czego mam dziwny, niewyjaśniony sentyment. Mamy tu dziadziusia, który pamięta starą kuźnię i wozy ciągnięte przez konie, jest samotna pani Rychlińska, której dzieci zginęły na wojnie. Jest Dorota, którą mama zamykała w domu dla bezpieczeństwa. Też miałam taką Dorotę na placu, nazywała się Gosia i musiała ciągle się uczyć w domu. Czuć tutaj jeszcze magię przemijającego świata, cichy szept starych murów i szum gałęzi.

Podsumowanie

To, co dla mnie najważniejsze w tych dziwnych i ciekawych czasach, w których przyszło nam żyć. Książka Drzewo do Samego Nieba jest ideologicznie bezpieczna. Nie ma tutaj niczego nieodpowiedniego. Żadnych politycznych poglądów, żadnych ideologi nawet tych z 1975 roku. Być może sama nigdy bym się na taką literaturę nie zdecydowała, ale jako lektura szkolna moim zdaniem może być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *