Polanica-Zdrój Pijalnia

O tym, jak… posiąść ziemię – Mikrowycieczki – Polanica-Zdrój

Znowu te przewijanie czasu

Tak, kolejny raz wracamy do 2019 roku, ale nie bójcie się — zostały tylko trzy rzeczy, z czego z dwiema do końca nie wiem, co począć, i jeszcze taka trzecia, która skrystalizowała się zupełnym przypadkiem. Zapraszam Was dzisiaj do jednej z pierwszych naszych wypraw do Polanicy. To będzie bardzo mała wyprawa, taka tyciusieńka, i tylko parę fotek z niej.

Urzędowo po niemiecku Altheide-Bad, zwyczajowo Bad Altheide, po czesku Starý Bor, a po polsku Polanica-Zdrój.

No, nazewnictwo na bogato. Bo i miejscowość jak się patrzy. A patrzy się dobrze i miło. W przeciwieństwie do Lądka, również Zdroju, w którym wieje chu… nikim, grozą, pustostanem i popowodziową traumą. Polanica żyje — żyje ludźmi, którzy i w najpaskudniejszym z paskudnych listopadowych dni potrafią, okutani w kaptury, wędrować alejkami parku w dość znacznej liczbie. Są spacerowe szlaki bardzo przyzwoicie oznaczone, pijalnia, nadrzeczny deptak i od niedawna całkiem nowy i przyzwoity, choć nie bardzo duży, plac zabaw. Szkoda tylko tych willi, co się sypią w okolicach kościoła, ale nie ma co marudzić — więcej ich jednak cieszy oko. Coś się dzieje i dzieje się dobrze. Jest Polanica-Zdrój tym, czego od uzdrowiska oczekiwać należy. Jest też widoczny progres, są ludzie, kuracjusze i biznes się kręci.

Tutaj powinna być historia

W znaczeniu takiego krótkiego rysu historycznego — niestety jest już późno i, powiem szczerze, nie chce mi się nad tym trudzić. To zresztą nasze pierwsze dopiero szybkie spotkanie z Polanicą i myślę, że odkrywać będziemy ją powoli, bardzo powoli, a ma ona dużo ciekawych rzeczy do zaoferowania. Na tę chwilę, w 2019 roku, nie mamy jeszcze zbyt dużego materiału fotograficznego, który można by wykorzystać, musicie więc zadowolić się tak krótką, tymczasową notką.

Park Zdrojowy

Jednak widzę, że bez tej historii się nie obejdzie. Zdjęcia, jak się okazuje, są z parku zdrojowego i jakoś tak nie godzi się tego pozostawić bez słowa.

Może to trochę dziwne, ale zaczęło się od ropuch, a raczej od żab właściwie, i nie od ich leczenia wodami, a raczej od śmierci w wodzie. Wszystko to w okolicach roku 1600 — miejscowe źródła nazywano wtedy źródłami ropuch. Nie dlatego, że radośnie zażywały w nich kąpieli, a raczej z powodu uśmiercającej ich dużej zawartości kwasu węglowego. Nie wiem, czy to był dobry prognostyk dla powstania uzdrowiska. Jakoś jednak się udało.

Za żabami pojawili się jezuici i całkiem nieźle poczynali sobie na okolicznych ziemiach, aż do rozwiązania zakonu w 1773 roku. W 1787 roku dobra, które przeszły na własność Prus, odkupił nasz dobry znajomy z chorzowskiego rynku — Friedrich Wilhelm von Reden. Jako pierwszy wodą źródlaną zainteresował się kolejny właściciel, Joseph Grolms, ocembrował jedno z pięciu źródeł (Józef), zbudował dom zdrojowy (drewniane łazienki) i zamienił okoliczne pola na ogród. Tak to się z grubsza zaczęło. I rozwijała się pięknie Polanica pod inną wtedy nazwą, ciągle rozbudowywana, ulepszana i upiększana za sprawą właściciela wrocławskiego browaru, Georga Haasego. Swoimi staraniami i bardzo skuteczną reklamą rozbudował park zdrojowy, postawił nową pijalnię wód oraz teatr. Zabudowa samego uzdrowiska zyskała willowy charakter w stylu szwajcarskim. A że ta historia robi się przydługa i przynudnawa, zakończmy ją szybko dwoma wojnami światowymi — jebudu.

Dwa szczęśliwe psy – Sonia i Mishin

Polanica-Zdrój

Często koło nich przechodzimy. Wiadomo, dzieciaki zagłaskałyby te odlewy na śmierć, chociaż są twarde, zimne i nie mają w sobie ani kawałka puszystości. Siedzą sobie grzecznie obydwa pod pensjonatem Villa Polanica i, co ciekawe, istnieją naprawdę — nie jako odlewy, a jako dwa zwyczajne, miękkie, ciepłe i puszyste psiaki. To ich opiekunowie są pomysłodawcami tej sympatycznej rzeźby. Tutaj właśnie, do wspomnianego pensjonatu, przyjeżdżali oni ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi na długo przed tym, gdy możliwość zabierania futrzaka na wakacje była akceptowalna w innych miejscach tego typu. To jedna z pierwszych polanickich ciekawostek i nie ostatnie rzeźbione psy w parku zdrojowym. Okazuje się, że nie tylko niedźwiadki są w Polanicy w modzie.



Tekst: Kwyrloczka

Zdjęcia: Rymbaba

Na zdjęciach: Polanica-Zdrój – 2019

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *