Osiedle Tysiąclecia - Katowice - widok na Wesołe Miasteczko

O tym jak… poznać swoje miasto – Tauzen

Brrrr

Niech się mieszkańcy nie obrażają ani nie gorszą i wybaczą moje osobiste zdanie w temacie. Tauzen jest takim miejscem, w którym zamieszkałabym jedynie za karę. Okropna okropność takie wielgachne bloki pełne ludzi. Wszystkich sąsiadów nie ogarniesz chyba nigdy. Przerażające życie wśród obcych, jako jeden z obcych. Straszliwy wymysł twórców inżynierii ludzkich umysłów. Miasto w mieście, na dobrą sprawę nie trzeba wychodzić. Wszystkie budynki szare, szare do bólu. Bezbarwne, zimne i obce giganty. Do niedawna jeszcze oddzielone dużymi przestrzeniami zieleni, teraz pomału przekształcane w betonową dżunglę, zapchaną nowymi blokami, na ścisk wciśniętymi między swoimi starymi poprzednikami. Nie potrafiłabym tam żyć, ale ja już nie potrafię żyć w mieście w żadnym jego miejscu, a co dopiero na TAKIM blokowisku. Tauzen

Z historii

Nie jest to mój konik więc niech każdy sięgnie sobie do Wikipedii. U nas na osiedle mówi się Tauzen, ale nazywa się ten twór Osiedlem Tysiąclecia czy 1000-lecia jak tam kto woli, według podziału narodowościowego sprzed i zza Brynicy.

Ze swojej strony sprzedam wam jedną ciekawostkę, w pierwotnych planach w blokach miały być  wspólne łazienki na korytarzach, w celu integracji mieszkających ludzi (coś jednak architektom świtało, że komasowanie ludzi w bezosobowe obce grupy nie jest do końca zdrowe i trzeba tych ludzi w jakiś sposób połączyć i sobie przedstawić). W ostatniej chwili, albo może i nie w ostatniej, odstąpiono od tego chorego pomysłu.

Po sąsiedzku

Ponieważ mieszkamy niedaleko, Tauzen bywa czasem miejscem naszych wycieczek. Odwiedzamy wtedy Staw Maroko. Podobno jego nazwa pochodzi od mieszczącej się tu wcześniej dzielnicy tak biednej i z tak dużymi murzyńskimi konotacjami, że okoliczni mieszkańcu mówili, że to właśnie Maroko. Mimo mojego uprzedzenia do samego osiedla lubię tam przychodzić. Udało się nam ostatnio spotkać Kokoszki wodne, nie na samym stawie, który wtedy był jeszcze zamarznięty, ale na rzece, czy raczej na kanale przepływającym za stawem. Kanał, o którym piszę, kiedyś był rzeką, teraz jest to Rawa.

Rawa

Nazwa Rawa nie kojarzy się mieszkańcom rzecznie, a raczej ściekowo.  W końcówce lat dziewięćdziesiątych przechodząc koło zajezdni autobusowej przy ulicy Mickiewicza można było poznać kwintesencję ściekowości Rawy. Zapach był paskudny, czasem zastanawiałam się jak ochrona w dyżurce może z tym smrodem żyć. Zaczynam także rozumieć czemu w sąsiednich Wieżowcach potocznie zwanych Stalexportem nie otwierają się okna, może sobie tam architekt tłumaczyć, że to z racji wiatru i wysokości budynku, ja tam swoje wiem.

Tauzen

Stosunkowo niedawno butelki, plastik i takie białe nie wiadomo co, zastąpiło zielsko i pojawiły się nawet kaczki. Chociaż do teraz nabijam się, że nieszczęsne zwierzęta po wylądowaniu na Rawie tracą kończyny, które rozpuszczają się w tym paskudnym ścieku. Coś się jednak zmienia, chociaż nadal pozostaje ten delikatny aromat ściekowej przeszłości. Może teraz jest już inaczej, ale drzewiej sąsiadującym z Rawą zakładom bardziej opłacało się co roku płacić mandat za wylewanie zanieczyszczeń do rzeki niż oczyszczać je, czy robić z nimi cokolwiek. Przerażająca prawda o Polsce…

Tauzen

„Teraz miała być zwrotka z puentą

To będzie kiedyś napisane”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.