Międzygórska kaplica w zieleni

O tym co to… Międzygórze poniemieckie

Gdzie żyć?

Drogi pamiętniczku:

Od 8 miesięcy mieszkam(y) w Kotlnie Kłodzkiej. Mimo, że kulturowo do dzisiejszych mieszkańców nam tu daleko (jednak bycie Ślonzokiem implikuje sporą odrębność od reszty Polaków), to historycznie na tej ziemi odnajdujemy się doskonale. Lubimy poniemiecką architekturę, poniemiecką kulturę rewolucji przemysłowej przemieszaną z średniowiecznym, polsko-czeskim rodowodem. Taki typowy dla Śląska czy to Górnego czy Dolnego krajobraz w tej Kotlinie. Chociaż przecież, historycznie, Ziemia Kłodzka to nie Śląsk. Ale nie o tym.

Międzygórze – perła Sudetów

O tej niewielkiej, górskiej miejscowości usłyszałem pierwszy raz cztery lata temu. Mimo, iż lokalnie dobrze znana, nie może równać się z  Wisłą, Karpaczem czy (tfu!) Zakopanem. I, moim zdaniem, to źle… i dobrze! Źle, bo trochę wewnątrz żal, że to Twoje, obiektywnie cudowne, jest omijane… no i że: urokiem i położeniem, wodospadem, tamą, architekturą, górami i mikroklimatem przebija ona większość polskich górskich miejscowości (a tyle osób o tym nie wie). Dobrze, bo dzięki temu, że nie jest to popularny kurort górski, nie ma tu tłumów przechadzających się między straganami z ciupagami i oscypkami chlejąc tatrę i żrąc kebaby.  Pozostaje więc Międzygórze stosunkowo cichą (ale nie opustoszałą!) perełką, wśród… naszych gór.

Co z tymi Niemcami?

Może to zaskakujące, ale znajduję pewną analogię między tym uroczym miejscem na Ziemi Kłodzkiej, a Górnym Śląskiem (szczególnie wschodnią częścią). I tu i tu, stosunkowo niedawno, bogaci Niemcy, widząc potencjał, zainwestowali swoje fortuny, żeby budować, zarabiać, cywilizować.  Na Górnym Śląsku byli to arystokraci z rodów Hohenlohe (próbowałem odmienić na hohenloherowie… ale nieeee) , Donnensmarck czy Ballestrem. Na Ziemi Kłodzkiej podobną rolę spełniła Marianna Orańska. Bogata, niekonwencjonalna, nowoczesna, kontrowersyjna, niejednoznaczna. Wiele można by użyć w stosunku do niej przymiotników. To ona,  Wilhelmina Fryderyka Luiza Charlotta Marianna von Nassau-Oranien, wybudowała dzisiejsze Międzygórze. Właściwiej Wölfelsgrund czyli Wilczą Dolinę (swoją drogą szkoda, że polskomunistyczna nazwa nie nawiązała do tej niemieckiej czy jeszcze wcześniej, czeskiej -Vilcy Dul. Było by zdecydowanie klimatycznej). Bogata arystokratka rodem z Niderlandów najpierw wykupiła, a następnie wybudowała pierwsze turystyczne obiekty dzisiejszego Międzygórza.

A potem już poszło…

Z XVI wiecznej osady drwali, posiadającej jedynie drewnianą kaplicę przycmentarną (zachowaną do dzisiaj, o czym później) i proste leśne chatki, nietuzinkowa arystokratka uczyniła turystyczną perełkę. Sfinansowała budowę drogi, gospody czy tarasów przy wodospadzie. Bardzo szybko mała wioska przekształcała się w piękną górską miejscowość, pełną niezwykłych budynków i miejsc.

Na fotograficzny  spacer po tym poniemieckim Wölfelsgrund chciałbym teraz Państwa zabrać.

Międzygórze to, patrząc z lotu ptaka, skrzyżowanie trzech dróg. Od Domaszkowa i Wilkanowa mamy drogę dojazdową, która prowadzi niedaleko tamy oraz wodospadu (o których może kiedy indziej) i pod sam koniec zamaszystym zawijasem wbija się w centrum, rozdzielając na drogę prawą, biegnącą przez Międzygórze Górne na Śnieżnik oraz lewą, stanowiącą przedłużenie ścisłego centrum, a prowadzącą na Górę Parkową. Już przy samym dojeździe można zauważyć duże XIX-wieczne domy turystyczne, ale prawdziwe centrum zaczyna się za mostem.

W starym młynie

Stary Młyn (wzmiankowany jeszcze w XVII wieku) przebudowany najpierw na gorzelnię potem kuźnię, a za czasów królewny na gospodę.

Data czy humor?

Zajazd „Pod dobrą datą” (czy też „Pod dobrym humorem”). Pierwotnie stajnia, potem pierwszy w Międzygórzu obiekt gościnny. Swoją drogą to chyba jakaś lokalna tradycja – w niedalekim Międzylesiu też można nocować w pokojach hotelowych umieszczonych w dawnej zamkowej stajni.

Kaplyca – dobre drewniane słowo

Kaplica cmentarna (obecnie kościół). Zbudowany w pierwszej połowie XVIII wieku przez budowniczych z pobliskiego Wilkanowa i Pławnicy. Ponoć wzorowany na budownictwie kamiennym, wyglądający jak zwykły drewniany kościół, a kryjący za sobą tak przebogaty opis na stronie zabytek.pl, że jego fragment muszę tu przytoczyć: „przy prezbiterium zbudowano dwukondygnacjową przybudówkę z lożą patronacką, a bryłę kościoła ujednolicono poprzez zastosowanie jednego dachu. Zastosowano charakterystyczny moduł trójosiowej elewacji nawy, elewacje odeskowano (z listwami) i wprowadzono profilowany gzyms koronujący. Tak stworzono namiastkę artykulacji. Przestrzeń nawy pod emporami oświetlono owalnymi okulusami, a nawę i empory — oknami zamkniętymi odcinkowo, co wraz z ich obramieniami można uznać za próbę nawiązania w budownictwie drewnianym do stylistyki dojrzałego baroku.” No. Także wyobrażenie jakieś tam mamy. A tu zdjęcia:

Przybytek innej wiary

Kościół Ewangelicki. Zbudowany dopiero w roku 1911. Różni się znacząco od tego katolickiego. Znawcy architektury – mimo, że dla przeciętnego turysty wygląda… no… „zabytkowo” – dopatrują się w nim całkiem nowoczesnych elementów, zaczerpniętych z wczesnego ekspresjonizmu, modernizmu czy art deco.

Sanatorium

Budynek ten był właściwie drugim krokiem milowym w rozwoju Międzygórza (po tym, co zbudowała Marianna). Założony przez doktora Janisha z Jawora w roku 1882 (dodatkowo rozbudowany w 1936). Olbrzymi ośrodek leczenia chorób płuc. Nowoczesny, ekskluzywny i w większości drewniany. Zbudowany razem z restauracją, kortami tenisowymi, salą bilardową, kręgielnią czy nawet własną szkołą rzemiosł. W pokojach w początku XX wieku można było znaleźć telefony, a tuż prze II wojną światową ośrodek dysponował jednym z trzech dostępnych wtedy na świecie aparatów rentgenowskich. Ogólnie full wypas, a do tego… gigantyczny!

Ulica Sanatoryjna

Po infrastrukturze Marianny, oraz budynku Sanatorium, poszło już z górki. Na przełomie XIX i XX wieku Międzygórze przyrosło o wiele ciekawych, górskich pensjonatów, które możemy podziwiać praktycznie w całej miejscowości, ale ich szczególnie piękne nagromadzenie znajduje się na ulicy sanatoryjnej.

W las

Przy krótkim spacerku po ścisłym centrum, poleciłbym – idąc od wspomnianego we wstępie skrzyżowania ulicą sanatoryjną – zboczyć na prawo, przez mostek na malowniczym potoku Bogoryja w ścieżki po górze parkowej. Tam można się wyciszyć i wkroczyć w znajdujący się tuż obok, inny, zielony świat Sudetów. Rzucić okiem jak prezentuje się dzisiejszy Gigant z góry, zahaczyć o ewangelicki cmentarz czy stary basen.

Cmentarz

Na tej ziemi spoczywa ród Janishów oraz inni mieszkańcy wyznania ewangelicznego. Przez lata zaniedbany, dzisiaj ogrodzony i „jakoś tam” odrestaurowany. Ciała samego założyciela Sanatorium prawdopodobnie tu nie ma (chociaż źródła są sprzeczne).

Basen

Ufundowany przez – a jakże! doktora Janisha – basen. Dziś już tylko klimatyczne ruiny, ale cieszył kuracjuszy i turystów od końca XIX wieku do lat 80 wieku XX.

Międzygórze poniemieckie Górne

Można by osobny artykuł o tym napisać. Obszarowo jest to część większa od samego Międzygórza. Zaczyna się przy wspomnianym skrzyżowaniu i biegnie tak jak główny szlak na Śnieżnik, wzdłuż rzeki Wilczki. Pełne jest chat, pensjonatów czy domów agroturystycznych. Na samym jego końcu znajduje się pozostałość skoczni narciarskiej, która przed wojną była jedną z atrakcji ówczesnego Wölfelsgrund.

1 thought on “O tym co to… Międzygórze poniemieckie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.