Wakacje 1939 - Opalanie na beleczce

O tym jak… odpoczywać w przededniu wojny – Wakacje 1939 – Anna Lisiecka

Moje ulubione lata

Nie wiem jak inni ludzie i czy w ogóle, ja w każdym razie mam swoje ulubione czasy. Inaczej niż u mojego męża, który, jak twierdzi, lubi wszystkie, moje przypadają na schyłek 1800 roku, a kończą się wraz z drugą wojną światową. Mam też małego wkręta na dyktatorów. Swego czasu, poszukując prawdy o ludzkiej psychice, naczytałam się wiele o Stalinie i Hitlerze. Nie wniosło to wprawdzie niczego nowego, ponieważ we wszystkich opracowaniach o tych dwóch personach mamy praktycznie to samo, czyli głównie półprawdy. Łączą się oni jednak z rokiem 1939 dość ściśle. Zanim nasi dialektyczni panowie runą żelaznym wojskiem pozwólmy tym, co mieli nadzieję, że nie stanie się nic, jeszcze potańczyć tamtych czasów hit:

Wakacje 1939 – Anna Lisiecka

Tak od końca zaczynając książka Wakacje 1939 jest bardzo ładnie wydana. Oprawę ma ładną, twardą, łączącą elegancką szarość z wesołym pomarańczem. Wewnątrz kryje się ogrom fotografii z dawnych lat. Już samo ich przeglądanie daje niebywale dużo frajdy. Na zdjęciach zapomniani ludzie, o których nie uczy historia. Zapomniane miejsca, które kiedyś były polskie, a teraz porzucone przez Polaków utknęły gdzieś w obcych państwach.

Wakacje 1939 i piekna Barszczewska

Dużo radości dało mi poznawanie przedwojennych celebrytów, o których zapomniał zdaje się współczesny świat pozostawiając w naszej świadomości jedynie wielkich polityków, literatów i pisarzy. Gubiąc gdzieś gwiazdy czarnego ekranu, śpiewaków i piosenkarzy zastępując ich tym, co amerykańskie, obce. Kimże są trzy siostry Halama, kim Barszczewska, Bodo, Ordonka? Możemy dowiedzieć się z książki Wakacje 1939 i nie chodzi tu o to jak spędzali czas, ale że byli niebywale ważni i sławni.

Pochwaliłam

Biorąc Wakacje 1939 do ręki oczekiwałam jednak czegoś zupełnie innego. Czegoś potworniejszego, groźniejszego. Ogólnoludzkiego przerażenia na chwilę przed opadającym ostrzem gilotyny. A tu, co? Wakacje. Nie koniecznie tegoż strasznego roku, czasem i z poprzednich lat. Beztroskie i zbyt ogólne. Szczególnie ciężko przebrnąć było przez początek. Sto trzynaście stron o nadmorskich kurortach, sto trzynaście stron wypełnionych głównie tym, kto z kim gdzie bywał. Nie zrażajcie się jednak, w najgorszym razie omińcie ten początek. Im dalej tym zdecydowanie ciekawiej i nostalgicznej się robi. Łezka w oku może się zakręcić za tym światem, za tą minioną epoką, za Polską sięgająca po samą Rumuńską granicę.

Wakacje 1939 na wakacjach

Zakopane, Luxtorpeda, Ciechocinek – moje zaciekawienia

1

Pierwszym zaciekawieniem był fakt, że Zakopane rozpoczęło swoją karierę jako letnia wakacyjna stolica Polski. Zyskało sobie niebywałą popularność w międzywojniu właśnie. Odwiedzający miejsce to artyści jako pierwsi katalogowali okoliczne szczyty, wytyczali nowe szlaki. Dziwili się nawet, że kolejkę na Kasprowy budują, kiedy w miejscowości brak węzła sanitarnego i zapach niesie się niezbyt turystycznie atrakcyjny. Okolice zaś przemierzano automobilami i motorami kompletnie nie przejmując się ich wpływem na środowisko i spokój niedźwiedziego potomstwa.

Wakacje 1939 - Okładka w zimowej odsłonie

2

Drugim zaciekawieniem, którym chce się z Wami podzielić był pojazd, którym przemierzało się w ciut autobusowych warunkach — jeśli chodzi o wnętrze — Polskę. Podróżowało się, jeśli oczywiście było kogoś stać na taki luksus. Niesztampowych pasażerów woziły niesztampowe pociągi, strasznie brzydkie, szybkie za to. W roku 1936 jedna z „luxtorped” tak pocisnęła, że z Krakowa do Zakopanego zajechała w 2 godziny 18 minut (chociaż podobno było to kurs testowy po pustym torze). Dla porównania w dzisiejszym rozkładzie Kraków — Zakopane czas 3 godziny 54 minuty i tutaj, jeśli jedzie on w ogóle po torze jest dobrze (kto zetknął się z autobusową komunikacją zastępczą ten wie jak bywa ciężko). Wracając do Luxtorpedy z przykrością zawiadomić muszę, dwa ostanie relikty dawnej epoki pocięto na złom w 1954 roku.

3

Uczy się człowiek cały czas, nie tylko życia, ale także i świata. Zaskoczył mnie bardzo Ciechocinek. Chociaż miejscowość jest mi znana jako kurort w zasadzie dotychczas nie miałam świadomości, że znajdują się tam największe w Europie tężnie solankowe o łącznej długości 1741,5 metrów.

W 1939 pomiędzy tężniami znajdował się basen termalno — solankowy czy tam jak kto woli — pływalnia. Były nawet plany odbudowy tego obiektu, powstała nawet wizualizacja, ale przez jakieś zawirowania z burmistrzem inwestor wycofał się i pływalnia nie powróciła. Smutniejszą informacja jest to, że w marcu tego roku miał rozpocząć się remont jednej części i odbudowa drugiej, ale czy w dobie tego wirusowego wariactwa, które nieuchronnie pcha nas w stronę gospodarczego kryzysu, remont zostanie przeprowadzony?

Wakacje 1939 – podsumowując krótko

Mimo iż nie porwała mnie ta lektura myślę, że bardzo mi się przyda. W walory z jej posiadania zostaną jeszcze przeze mnie docenione. Zdarzy mi się pewnie do opisanych w niej miejsc zawitać, a wtedy ciekawostki do kolejnych podróżniczych wpisów mam jak znalazł.

Wielkanoc 2020

Na koniec jeszcze coś od siebie. Tak jak w przededniu wojny ludzie nie spodziewali się, że już za moment obudzą się w zupełnie innym świecie, tak i dzisiaj po zakończonej epidemii, my obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości. Ta klateczka, którą powiększono nam po upadku komuny, na powrót kurczy się już nie z roku na rok, a z miesiąca na miesiąc.

Kolejny raz szczyty dzielą ludzi, tworzą sztuczne konflikty, straszą, bo ci, co się boją przystaną na wszystko i oddadzą wszystko, nawet swoją wolność. Międzynarodowy eksperyment pokazał właśnie, że mogą nas zagnać do domów w każdej chwili. Od stycznia na grypę, zwykłą, taką bez nazwy, zachorowało 1 845 247 Polaków z czego zmarło 47 osób. To normalne, ale zawsze można taką grypę jakoś straszliwie nazwać, zarządzić kwarantannę i doprowadzić do ogólnokrajowej paniki, to jak się okazuje na ludzi działa.

Gawiedziowstręt

Zauważam także z przykrością, że napuszcza się ludzi na ludzi. Zewsząd nawołują do siedzenia w domu odradzając nawet wyjścia do lasu. Co ciekawe najwięcej pyskują ci co mają pracę zdalną. Tymczasem policja nie ma prawa, zgodnie z ustawą, którą zadałam sobie trud przeczytać, zabronić nam przemieszczania się. No chyba, że wprowadzą stan wyjątkowy, czego przez wzgląd na wybory nie zrobią. Kochani, przypominam inni chodzą do pracy, niejednokrotnie do ogromnych zakładów, dzisiaj mijałam ekipę kładącą asfalt. Tych ludzi nikt nie pyta, czy się boją, czy mają może w domu już niedomagającą babcię, czy małe dziecko. Chronimy biurokratów olewamy robotników. Gdyby faktycznie stało się coś złego kto chwyci za łopatę? Ta zakręcona szefowa z Sanepidu ze Słubic? Kryzys gospodarczy już rozkłada ręce, a rząd wpycha nas w jego otwarte ramiona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.