Sergiej Łukianienko - Brudnopis i Czystopis

O tym jak… mnie Sergiej rozczarował – Sergiej Łukianienko – Brudnopis i Czystopis

Trzeba wreszcie uprzątnąć stosik wstydu. O i żeby tak być na bieżąco ze wszystkim i wszystko mieć zrobione i załatwione i żeby człowiek nie miał żadnych zaległości. To by było coś, a żeby jeszcze szczupły i wysportowany. Rozmarzyłam się troszkę, a teraz wróćmy do rzeczywistości i mojego stosiku. Konkretnie tego, co na jego dnie zupełnym. Dno stosikowe dzisiaj okupuje straszny zawód niestety, zawód najgorszy z możliwych, bo czytelniczy.

Brudnopis i Czystopis – cykl Poprawianie Błędów

Przez chwilę miałam zapisany zaczątek fabuły, ale nie wiem, czy ma sens pisanie o niej. Są to w końcu książki w zasadzie przygodowe i jeśli napisać za dużo odbierze się innemu przyjemność z czytania. Postaram się jakoś to obejść i nie ujawniać zbyt wiele, a jednocześnie jakoś wyrazić swoją opinię na temat powieści.

Dobra, koniec tej wyrafinowanej ściemy, po prostu ledwo pamiętam co, też tam się działo, a to raczej nie świadczy korzystnie o tej historii. W zasadzie od początku zastanawiam się, w jakim calu ona powstała? Wydaje mi się, że fabuła jest jedynie podłożem do snucia dywagacji na tematy filozoficzno-egzystencjalne. Przemyślenia autora są jednak dla mnie nazbyt mało filozoficzne i jeszcze mniej egzystencjalne. Osobiście nie gustuję w utopiach. Szanuję 1984, Nowy wspaniały Świat i My Zamiatina jednak nie jest to nurt, który do mnie przemawia. Przeczytałam je, ponieważ są to powieści, które należy znać, ale nie darzę ich żadnymi specjalnymi względami.

Książki, które mają wszystko, a jednak nie porywają

Oddać trzeba Czystopisowi i Brudnopisowi to, że Łukianienko stworzył bardzo fajny świat. Przypadkowy człowiek staje się Funkcyjnym. Zostaje zapomniany w swoim świecie, a zamiast tego przypisany do wieży – miejsca pełnienia swojej funkcji. Kirył, jak dobrze pamiętam imię głównego bohatera, zaczyna pełnić funkcję odźwiernego i celnika, sprawdzającego przechodzących między światami podróżnych. Miało być bez fabuły, ale już trudno, nie da się inaczej. W tej wieży ma sobie urzędować, można by rzec wiecznie. Praca celnika implikuje różnorakie zasady, ma się specjalne umiejętności, ale jest też masa obostrzeń.

Tutaj wjeżdża niepokorny bohater, który nie da się oprawić w żadne ramy. Będzie bruździł systemowi i walczył do końca. Będzie rozkminiał, grzebał i marudził, będzie uciekał przed systemem i narobi niesamowitego bajzlu, a na koniec pozostawi niesmak. Wreszcie czytelnik zorientuje się, że z każdą kolejną stroną opowieść staje się coraz bardziej wymuszona. Brak pomysłu na rozwiązanie i jakiś koniec z wykopem, na który zasługiwał ten wspaniały pomysł z początku historii, stanie się oczywisty.

Szkoda

Zmarnowany wielki potencjał. Można się zgadzać z myślą przewodnią autora lub nie. Można podziwiać jego antyutopijne pomysły lub nie. Można też polubić niesamowity pęd głównego bohatera do wolności. Jego brak zgody, niepokorność, antysystemowość, stanięcie do nierównej walki z władcami wszechświata, ale na litość boską mordercze Yorkshire Teriery jako śmiertelnie niebezpieczna broń gwardii bab ochraniającej papieża? Ja rozumiem, alternatywną rzeczywistość, ale serio?

Niestety, Czystopis i Brudnopis zasługują jedynie na miano przeciętnego czytadła i chociaż pobrzmiewa w nich gdzieś echo Patroli jest ono bardzo cichutkie i smętne. To mnie zasmuca. Myślę, że gdyby przerobić to na dobry scenariusz może wyszedłby jakiś kasowy hit.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *