Utknięci wciąż w 2019
Jeszcze ciągle w 2019, serio już tracę nadzieję, że się z tego roku wykaraskam. U mnie czas podróżniczy się tutaj zatrzymał i, cholera, nie wiem, jak pchnąć to szybciej do przodu. Znaczy wiem — krócej, mniej i niewielkim nakładem pracy, a foty obronią się same. Niestety jakaś taka chora, moja wrodzona śląska akuratność nie pozwala na takie rzeczy. Tkwimy więc nadal w tym 2019 roku, tym razem w Konradowie.
Pewnego razu w Konradswalde
Nagle, w przypływie wycieczkowego zapału, trafiliśmy do Konradowa — w sumie to pod kościół w Konradowie. Siedzieliśmy na ławeczce i cieszyliśmy się ostatnimi promieniami słońca. Kościół Podwyższenia Krzyża był akurat w remoncie, może wypadałoby sprawdzić, jak ten remont im wyszedł, a może już przez te lata zostało to sprawdzone przez naszego nadwornego, nablogowego fotografa?


Sama wioska stara jak świat, jak wszystkie tutaj w okolicy. Wzmianki o niej na kartach historii pojawiały się już w 1346 roku — jest to tak dawno, że nawet najstarsi z najstarszych nie pamiętają kiedy, pewnie gdy bramy Krakowa zamykano na agrafki albo i jeszcze wcześniej. Jeśli tak się dobrze zastanowić, to musi być tam pochowanych naprawdę mnóstwo osób, a może jednak lepiej wcale się nad tym nie zastanawiać. W 1840 roku była to największa wieś w regionie, była tak duża, że miała nawet urząd stanu cywilnego, a liczba mieszkańców liczyła około 900 dusz. Jak to się ma do współczesnych 260 mieszkańców?











Hmmm
Myślę sobie teraz, że ciągnie mnie coś do Konradowa, bo te ponad 600 osób gdzieś musiało mieszkać. Co się dzieje teraz z tymi domami? Czy zabrała je już przyroda, czy upomniała się o opuszczone ludzkie siedziby, czy stoi tam gdzieś osiedle zapomnianych ruin? Czy to już tylko sterty kamieni, podmurówki i ukryte w gąszczu piwnice. Trawiaste niegdyś stoki Krowiarek, zarośnięte teraz leśną uprawą, nie są już Konradswaldem, a czymś zupełnie innym — Konradowem. Naczyniem wypełnionym nowymi duszami. Chyba nie są one tam jeszcze dobrze zaaklimatyzowane, aby czuć, że to właśnie ich dom, taki wrośnięty w serca głęboko, niewzruszenie, z dziada pradziada.
Kamieniołom marmuru Wolmsdorf
No i już podepnę tutaj ten nieszczęsny kamieniołom. Myślałam o osobnym wpisie, ale sam kamieniołom to chyba za mało. Brakuje tylko Rogóżki, w każdym razie w tej naszej wyprawie.
Jeszcze nie tak dawno wydobywano tutaj kamień, a kiedyś, kiedy pobliska Rogóżka była jeszcze zamieszkała i stanowiła atrakcję turystyczną. Zjeżdżali się tu ludzie dla jej specyficznego mikroklimatu, pozwalającego nawet na hodowlę winorośli. To było dawno, teraz we wsi pozostały ruiny, a 350‑metrowa jaskinia Wolmsdorferhöhle, kiedyś udostępniona do zwiedzania podobnie jak Jaskinia Niedźwiedzia, została zniszczona po II wojnie światowej przez rabunkową polską gospodarkę (czyli standard).
Wprawdzie w 1985 roku odkryto tutaj inną jaskinię, głęboką na 270 metrów, ale nie jest ona już dostępna zwiedzającym. Zasłania ją krata i nie można się tam dostać. Sami tej kraty chyba nie widzieliśmy, ja na pewno nie wiedziałam.





Podobno ziemie w Rogóżce chciała wykupić wdowa po Kulczyku. Były nawet obawy, że zmieni ona nazwę miejscowości na coś, co bardziej kojarzy się z kulczykową familią. Póki co chyba nic się tam nie zmieniło — stary kamieniołom jest, jak i był, Rogóżka pozostaje opustoszała jak i wcześniej, i tylko w kwietniu 2016 wieś została sprzedana za 12,5 bańki zarejestrowanej w powiecie poznańskim spółce Liasis. Spółka ta sama powstała w tym samym roku i zajmuje się doradztwem biznesowym, zarządzaniem nieruchomościami i analizami kondycji finansowej przedsiębiorstw. Po co takiej spółce kamieniołom i stara, zniszczona wieś, nie wiem. Może kiedyś się tego dowiemy.
Dodatek dla dociekliwych
Tekst: Kwyrloczka
Zdjęcia: Rymbaba
Na zdjęciach: Konradów i kamieniołom roku pańskiego 2019
