zielona szkoła

O tym jak… zielona szkoła odbiera rozumy rodzicom

Zielona szkoła

We środę, czyli dzisiaj, wysłałam swoją starszą latorośl, a w zasadzie zimorośl, na zieloną szkołę. Zielona szkoła to taki czas, kiedy nasze dziecko obcuje z przyrodą, a rodzice powinni cieszyć się obcowaniem z samymi sobą.

W zasadzie cały ten wyjazd nie robi na mnie większego wrażenia. Sama byłam na zielonej szkole dwukrotnie. Ten przywilej spotkał mnie dzięki wyjątkowo obrotnej nauczycielce, która wszytko potrafiła zorganizować i załatwić (nie wiem jak to robiła – ale zrobiła. Dziękuję Pani Zosiu!) Bawiłam więc raz w Muszynie i raz w Kobylej Górze (I potem jeszcze raz, ale to już zupełnie inna historia).  Jest mi też łatwiej ponieważ wspomniana zimorośl zwana Dzieckiem była już na koloniach, wiem więc jak to z grubsza wygląda. Znaczy myślałam, że wiem, a potem przyszła rzeczywistość, przywaliła mi w twarz i tak teraz siedzę i nie do końca wierzę w to co się właściwie stało.

Zebraniezielona szkoła

Zawsze wydawało mi się, że sprawy dotyczące jakiegoś ważnego wydarzenia załatwia się bliżej tego wydarzenia niż dalej. Bliżej żeby niczego nie zapomnieć, a jednocześnie nie tak blisko żeby nie mieć czasu wszystkiego załatwić. Nie poszłam więc na jedno kwietniowe zebranie szkolne. To był błąd. Będąc więc nie w temacie o liście potrzebnych rzeczy – m.in. sprawie kieszonkowego i telefonów – dowiedziałam się dopiero teraz. Zatkało mnie. Zatkało i tak trzyma.

Co jest nie tak z rodzicami

Terry Pratchett w którejś ze swych książek napisał, że „Iloraz inteligencji tłumu jest równy IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników.” Myślę, że powinno się rozszerzyć tę definicję.

Po kolei jednak, zacznijmy od pakowania.

Zielona szkoła trwa 14 dni. Zapakować mam więc 14 par bielizny i 14 par skarpet. Po jednej na każdy dzień. Nie wiem jak inne dzieci, ale wypranie skarpet czy majtek nie jest chyba tak trudne, że przeciętny dziewięciolatek nie będzie w stanie podołać temu zadaniu. Skomplikowanie czynności jaką jest wzięcie skarpet i mydła do łazienki, włożenie ich do umywalki, namoczenie wodą, natarcie mydłem, wypłukanie i rozwieszenie na brzegu łóżka, czy w innym dogodnym miejscu, nie jest specjalnie wielkie. Studiów do tego nie trzeba. Trzeba za to matki, która dziecku w domu, za przeproszeniem, dupę obrabia na każdym kroku hodując sobie wypacykowaną pannicę, co to się prac domowych brzydzi, a paznokcie maluje już od przedszkolnych lat. A może to nie jest problem, może sama czynność jaką jest pranie uwłacza godności dziewięciolatka? A może macie swoje dzieci za indolentów życiowych tak wielkich, że nie jesteście w stanie uwierzyć, że będą one zdolne wyprać skarpety? Wy się ludzie w łeb klupnijcie. Na takich wyjazdach zawsze trzeba było coś wyprać, bo jak się na 3 tygodnie jechało to mamusia nie pakowała 21 par bielizny zamiennej, a tym co mamusia tyle pakowała miało się zwykle za gorszy sort, ciućmoków, maminsynków i obozowe pośmiewisko.

zielona szkoła

Kieszonkowe

Tutaj odpadłam już totalnie. 20,00 w zielono-szkolny dzień powszedni 50,00 w zielono-szkolny dzień wycieczkowy. Szybko policzyłam – prawie 400,00!!!!!!!!!!! CZTERYSTA ZŁOTYCH do rozwalenia przez dziecko dziewięcioletnie w dwa tygodnie. To jest 80 lodów po dwie gałki w cenie 2,50 za sztukę! Ja przepraszam, ale po zapłaceniu za wyjazd, po dokupieniu niezbędnych do wyjazdu rzeczy, podarowanie dziecku kolejnych 400,00 złotych przekroczyło możliwości budżetowe. Nie wiedziałam też, że tacy w naszej klasie bogacze. Podobno ktoś, kto proponował 5,00 PLN dziennie na coś do picia został wyśmiany… ja bym tego kogoś poparła.zielona szkoła

Od razu mówię, kwoty takiej dziecku na wyjazd nie daliśmy, otrzymała 250,00 „zielonoszkolnego” i 45,00 PLN zabrała ze swojego odłożonego kieszonkowego. To i tak jest za dużo, to dzieci psuje. Psuje ucząc nie przywiązywania wartości do pieniądza. Psuje od środka, zęby i brzuchy, kiedy toczyć się będą napchane słodyczami, wysikując uszami cukrzaste napoje, odbijać im się będzie czipsami, a na jadalni zamiast śpiewać „Kuchnia, kuchnia chce nam się jeść…” kręcić będą nosami i marudzić czego to tykać nie będą, bo be.

Zalecenia

To nie koniec absurdów i atrakcji, które niesie ze sobą zielona szkoła. Mamy jeszcze zalecenia od nauczycieli, a wśród nich gorąca prośba o uczenie jedzenia nożem i widelcem oraz o doskonalenie umiejętności smarowania chleba masłem. Niech żyje autyzm!

Telefon rzecz obowiązkowa

Telefon dostępny codziennie po śniadaniu i po obiedzie. Dla niektórych to mało. Już raz pisałam, że nasze pokolenie przeżywające wczesne dzieciństwo bez telefonów, a co za tym idzie bez ciągłej, nieprzerwanej, zaborczej kontroli rodziców nad tym co, gdzie, jak robimy. Jak mogliśmy wyrosnąć na normalnych ludzi, to nie przestaje mnie zadziwiać. Kolnie i zielona szkoła bez ciągłego wypytywania co było dzisiaj, a gdzie byliście, a co robiliście, a z kim, a na co, po co, a ile lodów zeżarłeś i czy zupa nie była za słona. Nie wiem jak mogliśmy tak żyć, nie wiem. Nawet sobie nie przypominam żebym specjalnie tęskniła za domem. Nie było na to czasu. Ludzie mieli większe zaufanie do pedagoga. Musieli mieć. Wiadomo przecież, że gdy stanie się coś złego nauczyciel i tak zadzwoni. Proste to i logiczne. To nie jest tak, że nie kocham swojej córeczki. Kocham więc ufam, nie muszę kontrolować wszystkich poczynań. W przyszłości to ma być odpowiedzialna, zaradna, konkretna baba, a nie wychuchana, „dwuleworęczna” idiotka co dzwoni do mamy żeby spytać jak przejść przez ulicę.

Co zrobić żeby nie zwariować

zielona szkoła

Nie wiem. Poważnie nie wiem. Jako rodzic z podgatunku tych normalnych, mogę jedynie ugryźć się w język i – strategicznie milcząc – swoje myśleć. Z drugiej strony mogę powiedzieć swoje i wyjść w oczach innych na idiotkę. Dwie drogi tylko, którą podążyć? Wiem za to co należałoby zrobić, a czego nie zrobiłam – powiedzieć swoje! Stanąć w obronie tych rodziców, którym teraz, w czasie gdy ich pociecha wciska w siebie czwartego loda, przychodzi jeść chleb ze smalcem, lub spłacać chwilówkę, a którzy nie potrafią sprzeciwić się ogromowi napotkanej głupoty. Tak też zrobię wysyłając Półdziecko na zieloną szkołę za parę lat.

Za tych co w domu

Tych co poczuli się urażeni: przepraszam. Wszyscy chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Czasem jednak sami dobrze nie widzimy jak głupie są nasze czyny i dopiero, kiedy ktoś z zewnątrz nam to uwidoczni dociera do nas, że coś jest nie tak. Sama do ideałów nie należę, całe pakowanie zostawiłam na ostatni moment, pokłóciłam się przy tym z chłopem, ochrzaniłam po wielokroć wszystkie dzieci swoje. Ja też zostałam ochrzaniona – raz ale za to porządnie przez wcześniej pokłóconego męża. Naprodukowałam nerwów, bałaganu i paniki, a wszystko to zupełnie niepotrzebnie. Mea culpa. Muszę bardziej pracować nad swoją organizacją i wiem o tym, czasem już mi to wychodzi, czasem… cóż. Taka to już dola człowieka, pracujcie więc nad sobą bo do ideałów wszystkim nam daleko. Dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.