Uciec z miasta - nowy dom

O tym jak… uciec z miasta

Napisać tekst, ale tak żeby było dobrze i prawdziwie

Czasem staje się tak, jak gdyby nigdy nic nie było. Zaraz, nie to miałam napisać. Jeszcze raz.

Czasem staje się tak, że masz już gotowy cały tekst, a potem przychodzi kolej na Pana Męża Korektora i musi on dołożyć jak to po naszymu się godo – swoje pjyńć pjyntoków. Kwitując wszystko stwierdzeniem, że to, co napisałam to tylko półprawda, czyli w zasadzie gówno prawda.

Uzupełnienie tekstu właściwego

Był więc taki plan na 20 lat do przodu. Powoli ciułać pieniądze, szporować, oszczędzać i odkładać. A potem, około pięćdziesiątki bach! Kupić dom na wsi… i tak szybko, jak pomysł wpadł nam do głowy tak szybko wypadł. Bo to kupa czasu, bo późny wiek, bo jednak mało realne… ale znów „Bóg chciał”, że planem podzieliśmy się z teściami. Nastąpiło tutaj pierwsze bach z wielu później następujących bachów. Tak w zasadzie tak to się zaczęło, o czym zapomniałam, a przecież właśnie wtedy teściowie podchwycili nasz pomysł jako te osoby, które aktualnie są już 20 lat do przodu.

Uciec z miasta –  jak to się zaczęło  – krok drugi

Tutaj wchodzę ja ze swoją historią. Wracając z wakacji zamiast czuć się wypoczętymi, szczęśliwymi i gotowymi do dalszych działań wracaliśmy smutni. Czuliśmy się tak jakbyśmy zostawiali za plecami nasz faktyczny dom i udawali się na wielomiesięczną z nim rozłąkę. Po jednym z takich trudnych powrotów, siedząc w naszej ulubionej parkowej knajpce, kontemplując otoczenie, ni stąd, ni zowąd wypaliłam: Wyprowadźmy się z miasta! Wyprowadźmy się, byle dalej, byle mniej ludzi, mniej smogu, mniej miejskiej szaleńczej gonitwy, mniej chorych oczekiwań innych w stosunku do naszych osób. Wyprowadźmy się, olejmy to, ucieknijmy! Babach!

Sama tego nie wymyśliłam

Jakby to nie brzmiało, dla Ateistów, Niedowiarków, Katolików, Prawosławnych, Buddystów, Ekologów, Wyznawców Potwora Spaghetti i innych. Tak kazał mi Bóg i muszę to powiedzieć wprost. Tak mną pokierował, że się powiedziało. Zmaterializowało w głowie i powiedziało, bez przemyśleń, zastanawiań, strachu przed nowym, powiedziało się i już. Mąż osłupiał, spojrzał na mnie poważnie, pokiwał głową i rzekł – masz rację, wyprowadźmy się. Bababach!

Uciez z miasta na wieś

Od myśli do czynów

Miejsce znalazło się szybko – Sudety. Związek nasz z tym regionem jako ludzi i jako Ślōnzŏkōw jest wybitnie mocny. Po prawdzie to Ślōnzŏka ciężko przekludzić – odrąbać korzeń i przesadzić. Tacy to już z nas osobnicy, że przywiązanie do ziemi przodków – naszego hajmatu – mamy bardzo silne. Przeznaczenie jednak można oszukać, a Sudetenland z racji swojej równie zagmatwanej i naznaczonej ludzkimi dramatami historii jest krainą, w której możemy poczuć się jak u siebie, jak w domu. Czemu o tym mówię? Podobno starych drzew się nie przesadza, a tutaj takie przesadzenie było konieczne. Konkretnie przesadzenie wspomnianych wcześniej teściów.. Teściów, którzy mieszkania na czwartym piętrze w mieście mają dosyć. Marzą, jak i my, o wiejskim życiu, paru kurkach, o warzywnym ogródku i świętym spokoju na uboczu. Spotkaliśmy się w pół drogi – oni mają pieniążki, a my mamy siły i determinację, żeby wszystko zorganizować i zabrać ich ze sobą. Organizujemy więc – Babababach!

Sudety, ale gdzie?

Zerknijcie teraz na mapę, już na pierwszy rzut oka widać, że małe one nie są. Mamy tu i Szczeliniec w Górach Stołowych, Karkonosze, Masyw Śnieżnika, do wyboru do koloru. Trzeba było się czymś kierować w wyborze. Obraliśmy więc następujące kryteria: względnie płasko, nie górzyście, PKS i sklep, szkoła dla dzieciaków, las na grzyby i wymarzony strumyczek. I wiedzieliśmy, że było to dobre i mieliśmy pewność, że znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Pozostało tylko znaleźć dom. Bababababach!

I znowu Bóg nam go dał

Po powrocie do domu z czerwcowych wakacji w Długopolu, zakochana w tym rejonie, oczarowana Bystrzycą Kłodzką i jej okolicami siadłam do kompa i przeglądałam domostwa w okolicy. Trafiłam na ten właśnie konkretny dom i wiedziałam, że to ten. Wiedziałam od pierwszej chwili – tutaj będziemy mieszkać. Choć odpychałam od siebie tę pewność jak mogłam. Niemożliwym wydawało mi się, żeby czekał on na nas do października, bo właśnie w październiku mieliśmy jechać domy oglądać. Czekał, nawet potaniał, mimo drugiego kupca. Czekał właśnie na nas i to nas właściciele wybrali, żebyśmy się nim zaopiekowali. Babababababach!

Uciez z miasta - nowa droga dojazdowa

Notariusz czyli nie ma już odwrotu

Pierwsze wrażenia z wizyty u notariusza – zdzierca nieziemski. Skasował nas za umowę przedwstępną 1450,00 PLN. To gdyby tak ktoś zastanawiał się ile za takie cuda się płaci. Drugie wrażenie – wielka radość, bo jesteśmy już o krok od zrealizowania naszych marzeń – nie jak kiedyś myśleliśmy – po pięćdziesiątce. Na stare lata, że wtedy, dom w górach, tylko teraz już, za niedługo, na wiosnę zostawimy miasto za sobą i zaczniemy nowe życie. Pozostaje nam sprzedać mieszkanie i sfinalizować transakcję, pakować manele i wyjechać. Wiem, że mieszkanie się sprzeda, wiem, że będzie dobrze. Ogłoszenie wystawione od paru dni, a już dziesięć osób czeka, żeby zobaczyć. Za nimi dwadzieścia biur pośrednictwa sprzedażowego pragnie podjąć współpracę. A między nimi, być może, człowiek, który je kupi. Kupi i Bababababababach!

Kryptonim – uciec z miasta

Kupowanie i sprzedaż nie są wcale tak trudne i przerażające jak mogłoby się wydawać. Teraz kiedy wszystko można sprawdzić w internecie naprawdę nie ma się czego bać. Sama myślałam, że będzie dużo ciężej i dużo straszniej. W zasadzie wszystko załatwił notariusz (chodzi głównie o informacje z ksiąg wieczystych, ilość właścicieli, hipoteki itp.). Warto sprawdzić plan zagospodarowania terenu, czy nie daj Boże (nie da) nie wybudują nam drogi szybkiego ruchu pod oknami. Warto sprawdzić, czy okolica jest uwzględniona jako do zabudowy niskiej, żeby nie obudzić się pewnego ranka otoczonym przez bloki. Podobno warto też sprawdzić, czy nie ma tam zameldowanych 140 wnuków poprzedniego właściciela. Najważniejsze to spojrzeć człowiekowi w oczy i nie zakładać na wstępie, że chce nas oszukać i orżnąć. Umowę notarialną można za dodatkową opłatą zarejestrować w sądzie, wachlarz ochrony kupującego i sprzedającego jest dość szeroki. Trzeba koniecznie zdać sobie sprawę, że przyjdą nowe problemy. Jeśli ktoś planuje taką akcję na jesień życia to być może na zawsze pozostanie w miejscu, w którym żył do tej pory i nie uda mu się niestety uciec z miasta, ale od czego jest młodsze pokolenie. Młodsze – wychowane w miłości do wsi, spokoju, przyrody i własnej drogi. Z Bogiem.

Babababababababach i Bach!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.