Hrabal w winorośli

O tym jak… nie obsługiwałam czeskiego pisarza – Obsługiwałem Angielskiego Króla – Bohumil Hrabal

Czytam nadal

Wychodzi na to, że niczego w ostatnim czasie nie czytuję, ale to nie prawda. W każdym razie nie całkiem i nie do końca. Jestem pięć książek do przodu i chwilowo staram się, niezamierzenie, żeby dystans raczej skracać, a nie przeć do przodu w czytelnictwie. Niestety trudy ostatniej ciąży, która okazała się wyjątkowo uciążliwa, a zdecydowanie zbyt mało błogosławiona przyblokowały moje pisarskie zapędy. Ponieważ już drugi miesiąc jestem na powrót samobieżnym organizmem, mam ambicje nadrobić wszystko, co nadrobić wypada.

Nie lubię, nie lubię, nie lubię

Obsługiwałem Angielskiego Króla to rodzaj pamiętnika, który niebezpiecznie blisko zbliża się do reportażu – rodzaju literackiego, o którym przy okazji Kapuścińskiego pisałam, że mi nie leży (pewnie przez to mój szacowny mąż kupił wczoraj dwutomową Antologię Polskiego Reportażu – pozdrowienia skarbie). Wracając do Hrabala i moich niewątpliwych zarzutów, stwierdzam, że zbyt mało tu dialogów. Dodatkowo zauważam dużą zbieżność treściową z moim rodakiem Janoshem i jego patologicznym spojrzeniem na mój hajmat w Cholonku. Żeby jeszcze całość, choć ociupinkę trąciła Stachurą, ale nie, też nie. Gdzie tam prostemu kelnerowi do stachurowej poetyckości drwala (dziwnie to zabrzmiało).

Cesarz w orzechach

A było to tak

Było, było… nic mnie tak do szewskiej pasji nie przywodzi, jak ten pieroński Hrabal, żeby brzydziej i po polsku nie napisać. Recenzja nie chce powstać i piętrzą się jedynie przeszkody. Zeszyt już sobie kupiłam, żeby gdzie przysiądę coś skrobnąć. Zeszyt w kwiatki, ostatni zakup w sklepie, w którym więcej nic nie kupie, bojkotuje bowiem za wspieranie LGBTEUROAGD. Jak tylko mignę tym zeszytem to zaraz sunie ktoś do mnie, żeby mnie po nagabywać. Teraz też jedną szłapą piszę, a drugą wózek ruchem posuwisto zwrotnym wprawiam w huśtanie. Teraz szybko…

Obsługiwałem Angielskiego Króla i winogrona

Restauratorstwo, hotelarstwo, seks i…

Znowu mnie przytkało, aż mi się charakter pisma z brzydkiego na ładny poprawił, tego jednak nie widzicie. Bycie kelnerem, czy tam w późniejszym etapie życia głównego bohatera – czyli tego jegomościa co nam o swoim życiu opowiada – oberem zupełnie mnie nie interesowało. Intymne życie hotelarza i jego gości, zdobyte bogactwo, własny pensjonat i imprezy z linoskoczkiem też słabo. Odsiadywanie wyroku za majętność może troszkę. Kolaborowanie z Nazistami (hmm, najpierw napisałam z Niemcami i zmazałam czy to coś znaczy?) może, może troszkę bardziej. Za dużo jednak było czysto aryjskiej żony w tym kolaborowaniu, no i sytuacja z dzieckiem też nieciekawa, patologiczna wręcz. Raczkujące dziecko, młotek i gwoździe, śmierć dziecka, nie nie to też nie dla mnie. Przejdźmy więc do pojęcia trzeciego.

Seks

Zostanie po Hrabalu ta siła fatalna co mnie żywemu na nic tylko czoło… zapędziłam się do innego utworu, przepraszam. Zostanie po Hrabalu jedna scena w mej głowie, nic mi jej już nie wyrwie i choć z całej książki tak niewiele pamiętam rozbieranie panienki kojarzę doskonale. Jakie rozbieranie? Komisyjne, pełne zachwytów, delikatnych pieszczot, czułych pocałunków. Po jednym ciuszku, aż do samego końca, do kwintesencji kobiecości. A potem równie przyjemne, zmysłowe i powolne ubieranie. No i co wy na to drogie Panie, Panowie? Byłoby miło nieprawdaż z drobną konsumpcją, która u Hrabala wyglądała już zgoła odmiennie.

Hrabal na talerzu

Chyba że wolicie przystrajanie kwiatami brzucha. Może i miłe doznanie, ale jak dla mnie pretensjonalne, szczególnie kiedy w roli bukietu wystąpi gałązka Picea pungens Engelm, choć brzmi pięknie perspektywa obcowania skóra do skóry ze Świerkiem i to w dodatku kłującym… No, to byłby taki romantyzm po mojemu. Ponoć mam go tak niewiele, że gdyby mierzyć go jakąś skalą odczyt wypadałby grubo poniżej zera. Ja i kwiaty to ciężki temat. Zwykle pozostawiłam je w miejscu wręczenia, mąż był niepocieszony, ba, wściekły nawet. Na szczęście staram się to teraz jakoś kontrolować, a mąż przynosi mi kwiaty do domu. Osiągnęliśmy w tej materii jakąś gałązkę porozumienia.

Zakończenie

Śmieszna jest sytuacja, w której, gdy coś ciekawego się zaczyna to w zasadzie już się kończy. U schyłku życia bohater nasz zmuszony jest przyjąć karę, której dokładnych przyczyn nie pamiętam, polityka jak mniemam. Zasądzoną karą staje się zsyłka i przymus budowania drogi. Miejscem budowy środek górskiego lasu oddalony od cywilizacji o naprawdę konkretny kawał. Choć początkowo nasz bohater mieszkał z pewnym profesorem i „nasieniem głupim złym i występnym”, kobietą… szybko pozostał jedynie z psem, kotem, koniem i kozą. Wtedy właśnie zaczęłam go lubić, wtedy jego niespieszny, trudny, górski żywot nabrał dla mnie sensu.

Obsługiwałem Angielskiego Króla

Był sobie starszy pan, którego zesłali w góry, który w górach zaczął ponownie żyć. Był sobie człowiek, którego zesłano w góry, a który kiedyś był Oberem znanych w Pradze restauracji. Był sobie człowiek, który obsługiwał abisyńskiego cesarza. Człowiek, którego posądzono o kradzież srebrnej łyżeczki z cesarskiej zastawy. Był sobie człowiek, którego zesłano w góry, a który bratał się z Nazistami, który wziął za żonę nazistkę, którego porzucono w górach tak jak on porzucił swojego niepełnosprawnego intelektualnie synka, synka którego spłodził z prawdziwą i idealną ideologicznie oraz genetycznie czystą aryjką – o ironio.

Grilowany abisyński cesarz

Był sobie człowiek, który miał wszystko i wszystko mu odebrano. Był człowiek, który pracował w hotelach i restauracjach, który kupował kwiaty prostytutkom, który sprzedawał serdelki i źle wydawał resztę, którego zesłano w góry. Był to człowiek którego nie lubiłam prawie do samego końca. Jest też sobie książka Obsługiwałem Angielskiego Króla, która mi się nie podobała, która została zesłana na półkę z książkami i tam też pozostanie.

Klątwa Hrabala

W czasie pisania o Hrabalu, oprócz tych wypadków, o których wspominałam wcześniej dodatkowo połowa zapisanego tekstu w zeszycie wyblakła i zniknęła, wyłączyło się WiFi w miejscu, którego istnienia nie podejrzewałam, oprawiałam grzyby, których mieliśmy już nie zbierać. Półdziecko chciało układać puzzle tylko ze mną, marudząc – nie mam siły i kocyka daj – zmusiło mnie do udania się po tenże do samochodu, po czym odstawiło histerię zrzucając na siebie wieszak. Ćwiarteczka darła się co usiadłam, żeby przetworzyć format zdjęć. Zdjęcia poprawione przypadkowo usunęłam z klawiszem Shift, czyli na śmierć. Ponownie przetworzone zapisałam nie tam, gdzie powinnam przez co, zamiast ich poszukać wpadłam w panikę, że obróbkę będę musiała powtarzać. Boję się co jeszcze może się przytrafić wciskam więc publikuj i zapominam o obsługiwaniu czeskiego pisarza, króla i cesarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.