Wakacje 1939 - Dziewiętnastka państwa Słowińskich

Anna Lisiecka – Wakacje 1939

cudzysłów handmade

Powiedzmy, że ojciec Adama – Jan Słowiński, przyjechał do zakopanego jako kucharz. Listy polecające z wielu majątków ziemskich wschodniej Małopolski oraz praca w Zakopanem sprawiły, że stał się restauratorem, u którego wypadało bywać.

Na początku była miłość . Gdy Jan miał 28 lat, pewnego wiosennego dnia spotkał dziewczynę z bukietem kwiatów. Poszedł i poprosił o jeden. Dziewczyna pozostawiła mu wszystkie i zawstydzona uciekła. Dowiedział się o pannie, że wywodzi się z rodziny Bobaków z Zębu i że ma 17 lat, a na imię Antonina. Zapragnął by została jego żoną. To były czasy, kiedy wcześniej należało pozyskać rodziców. Pomimo iż Jan nie należał do majętnych, to Bobakom zaimponowało jego wykształcenie i miejskie obycie, docenili jego zawód i jego możliwości zarobkowe. Ślub odbył się 4 lutego 1904 roku w Poroninie.

I tak zaczęło się wspólne 36-letnie pożycie naszych rodziców – Jana i Antoniny Słowińskich. Urodziło im się dziewiętnaścioro dzieci. Dla nich zbudowali dom na Kirach – pisze Adam Słowiński w Opowieści o rodzinie.”

ANNA LISIECKA – WAKACJE 1939

Był taki dzień, w którym zakochałam się jak Pan Jan — od pierwszego wejrzenia. Może kiedyś Wam o tym opowiem. Były też w moim życiu trzy porody, mam więc troje dzieci, trzy córki konkretnie. Myślę też, że gdybym wcześniej miała ten łeb, który mam teraz, miałabym więcej córek, czy tam uogólniając dzieci (rozszerzając właściwie). Patrząc w wielkie niebieskie oczy mojej najmłodszej, patrząc jak ssie moją pierś, jak wyrasta z maleńkich ubranek jest mi żal, że to już ostatni raz. Odwracam wtedy głowę i przyglądam się mojej jedenastolatce i myślę, że kiedyś była taka właśnie słodziutka, a teraz nie chce sprzątać pokoju, wykłóca się i ciągle odkłada obowiązki na potem. Wtedy trochę mi lżej. Jedenastolatka jest słodziutka inaczej. Słodka wysyłając mi wiadomość z zimowego obozu o treści: „Mamo, przywieź mi opakowanie nuggetsów i frytki, cztery shake’i małe. Truskawka, truskawka, czekolada i wanilia z maca. Ja płacę.”

Dziewiętnaścioro

Niesamowite, cudowne, szalone i jednocześnie ciut straszne. Dziewiętnaścioro dusz, dziewiętnaścioro zmartwień i radości. Dziewiętnaście to zdecydowanie nie troje, troje to nic przy dziewiętnastu. Jednak troje to już wiele przy jednym (jak ja) to lepiej niż dwoje (jak u męża) to mnóstwo przy zerze (jak u niektórych — nawet naszych znajomych). Dzieci — Boży cud, najważniejsze i najpiękniejsze co po nas pozostanie, żywe nośniki pamięci o nas samych.

Wakacje 1939 - moja trójeczka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.