O tym jak… pozostawiam ślad – Pierwsza z Raciborskiej

Podejście drugie do wpisu

Podejście drugie następuje zwykle po pierwszym podejściu. W tym przypadku było zdecydowanie inaczej. Drugie podejście nastąpiło po setnym zabieraniu się do pisania czegokolwiek. Nie mam ochoty na wspomnienia z dalekich podróży, recenzję książek, na które brak mi czasu. Nie czas teraz na opisywanie niebywałej kreatywności moich pociech, kulinarnych nowości. Po głowie wędruje mi jak uparta wsza coś dużo bardziej osobistego.

2009

Ludzie, to wydaje się tak dawno. Owoc naszych uniesień, żywa pamiątka tamtych czasów, skończył właśnie 12 lat. Wyrosła nam śliczna, pyskata panna o niebieskich włosach. Jej przyjście na świat można określić w zasadzie jako powieść drogi. Wychodziłam ją, tuptając godzinami po korytarzu. Teraz podobno nazywają to traktem porodowym, ale teraz to teraz. Dwanaście lat temu był to zwykły korytarz pełen zamkniętych drzwi. Stało się jednak co stać się miało. Powstrzymać czego nie sposób. Pojawiła się w moim niepoukładanym, szalonym, młodym życiu cichutka, maleńka istota i siedzi teraz za drzwiami tuż za moimi plecami. Mogę zawołać, a ona przyjdzie, już nie cicha i nie malutka, a ciągle taka kochana.

Pierwsza z Raciborskiej

Poprowadź moją myślą Panie – Świadectwo nawrócenia

Kochałam i kocham nad życie tego malutkiego i wielkiego jednocześnie człowieka. Wtedy w naszych pierwszych wspólnych dniach i wtedy gdy ledwo sięgała moich kolan było mi tak źle, ciężko i samotnie. Ci, którzy powinni być przy mnie byli w zupełnie innym świecie. Ci, którzy nie musieli – byli przy mnie – tym właśnie dziękuję. Mówią, że to depresja poporodowa – być może, może nawet na pewno. W tym trudnym stanie smutku i dezaprobaty tkwiłam dwa lata. Przyszedł jednak moment, w którym coś eksplodowało, pękło i rozsypało się na podłogę przedpokoju kamienicy przy ulicy Powstańców. Potoczyły się monety, a ja – malutki zaśniedziały grosik – pozostałam poniewierając się w przepastnym, pustym portfelu życia. Nagle okazało się, że jednak jestem ważna, że błyszczę, że lśnię czystym złotem, że sięga po mnie czyjaś ręka. Ręka ta wydobywa mnie ponownie na świat, uczy żyć od nowa, inaczej choć nie łatwiej.

To był dzień, w którym narodziłam się na nowo z Jezusem za plecami i jego dłonią na moim zgarbionym ramieniu. Kiedy o tym właśnie myślę, o tym, co mnie spotkało, moja kochana córeczko co tam za drzwiami udajesz, że sprzątasz pokój, dziękuje Ci żeś mnie uratowała. Obudziłaś moje zatwardziałe serce, dałaś mi nowe życie.

Świadectwo Nawrócenia - Z jej pomocą

Oto moje Świadectwo nawrócenia, którym odważyłam się z Wami podzielić. Dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.