Praca z ryżu i kaszy

O tym jak… ukrywa się Bałwan Kosmit

Dziecko, które się nudzi

Moje dziecko jest aktualnie w dramatycznym wieku przejściowym między czterema a pięcioma wiosnami. Nie zajęte robotą przemiana się w ryczącego co minutę, wściekłego tyranozaurobachora, którego nie da się w żaden sposób okiełznać. Trzeba wymyślać jakieś zajęcia i kombinować jak też czas istocie tej zagospodarować i nie zwariować. Ponieważ kleje, papiery kolorowe, plasteliny i inne plastyczne elementy mają u nas niebywale krótką żywotność konieczne bywa improwizowanie.

Praca z ryżu i kaszy

Pomysł dobry tylko czym to przykleić. Z pomocą przyszedł market budowlany:

– 1 szklanka mąki pszennej,
– 1i 1/2 szklanki wody,
– 1/3 szklanki cukru,
– 1 łyżeczka octu jabłkowego (konserwant) – opcjonalnie.

Połączyłam wszystkie składniki i zgodnie z przepisem rozpoczęłam gotowanie na wolnym ogniu, aż masa ciut zgęstnieje. Oczywiście w trakcie gotowania wyszły kluchy i gluty, musiałam więc wszystko zmiksować elektryczną kwyrloczką dla uzyskania gładkiej masy, o tym w przepisie najwidoczniej zapomnieli wspomnieć. Mając już gotowy klej oraz wszelkie suche i sypkie elementy z kuchennej szafki córka – Półdziecko – Pierwsza Latorośl – Gagut przystąpiła do aktu tworzenia.

Bałwan Kosmit

Gdzieś tam wśród nasionek ukrywa się właśnie on. Może go znajdziecie, a może nie. Początkowo był bardziej widoczny, potem, na prawie zakończoną pracę z ryżu i kaszy, wylało się pół słoiczka kleju. W wyniku twórczej improwizacji doszły chusteczki nawilżane jedynie odrobinę ubrudzone jagodowym jogurtem oraz cała pozostałość pojemniczka z nasionkami. Efekt musicie ocenić sami.

To jest właśnie nasza praca z ryżu i kaszy na niedzielne popołudnie. Nie byłabym sobą gdym jeszcze nie dodała czegoś od siebie.

Niepoprawna politycznie

Gdybym jednak była poprawna politycznie, pisałabym teraz jak to z ekologicznych materiałów, w postaci nasion, kasz i ryżu moje kochane dziecko numer dwa stworzyło przepiękny obraz. Gdybym była poprawna politycznie, wciskałaby wszystkim teraz tę ekologiczną ciemnotę, że to od nas zależy czystość naszej planety. Udowadniałabym w pięknych słowach i przekonywała, że zakupy z materiałową torbą uratują świat. Ponieważ jednak chodzę na zakupy – wiem, że wszystko w sklepie zapakowane jest w plastik, nawet zielony ogórek (Dobry Boże, gdybyś tylko wymyślił jakieś naturalne opakowanie na ogórek… zaraz, zrobiłeś to). Ten ryż i tę kaszę i kawę, i makaron wysypałam z foliowych opakowań, w które bez skrupułów zapakowały je wielkie korporacje, ale tak, to moja wina, że po morzach dryfują plastikowe wyspy. Moja, bo nie mam eko – bawełnianej torby i „niehałderjuję” w internecie. Jem też mięso i smalec… i hummus, ale to akurat wolno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.