Pewnego ptasiego dnia
Cała starsza część czytelnicza rodziny przeczytała tę pozycję. Ja więc nie mogłam być gorsza i sama też zabrałam się za lekturę. Przyznaję jednak, że to spotkanie przyszło mi bez specjalnego entuzjazmu i specjalnej ochoty. Może to właśnie zaważyło na odbiorze? A może było jeszcze drugie dno?
Kiedyś to było
Dawno, dawno temu strasznie kręciły mnie ptaki. Chadzałam sobie wszędzie ze starym atlasem ptaków mojego taty i studiowałam pilnie każde ptaszysko w nim zawarte. Przerysowywałam ołówkiem ilustracje, czytałam ciekawostki i poszukiwałam rzeczonych ptaszysk w swoim otoczeniu. Tak, to były piękne czasy. Muszę powiedzieć, że całkiem dużo ptasich przyjaciół potrafię zidentyfikować i odkąd mieszkamy w „chaszczu” masywu Śnieżnika, ciągle dochodzą nowe skrzydlate istoty, które już wspólnie z innymi domownikami identyfikujemy.
Rzecz o ptakach
Nie jest atlasem, lecz zbiorem opowieści o pewnych, nawet ciekawych, zagadnieniach z ptasiego życia. Autor opisuje swoje doświadczenia i snuje w połowie naukową, a w połowie przygodową historię ptasich żywotów. Opowiada o gołębiach, kurach, sępach i albatrosach, z czego te ostatnie wzbudziły we mnie największą sympatię. Gdybym miała mieć jakiegoś patronusa, chociaż niestety nigdy nie otrzymałam listu z Hogwartu, to zdecydowanie wybór padłby na albatrosa. Wiernego, kochającego rodzinę samotnika o wolnej duszy.


Wszystko to brzmi niesamowicie sympatycznie, nieprawdaż? A jednak czytało mi się źle i ciągle miałam chęć na odrzucenie książki gdzieś w kąt. Ale to przecież nie ja. Ja czytam… Do końca… Zawsze!
Co więc przeszkadzało?
Wydaje mi się, że problem stanowiły statystyki, liczby, cyfry i procenty. Nie jestem umysłem matematycznie sprawnym i procentaże opisujące udział samców lub statystycznych samic w dziesięciotysięcznej populacji nie niosą dla mnie żadnej informacji. Nie umiem sobie tych liczb zobrazować, nie chciało mi się ich przeliczać, sprawdzać, szukać, sięgać po telefon, przerywać czytania. Mój mózg nie wizualizuje populacji, przez co zarzucanie go nieprzetwarzalnymi informacjami jest irytujące i zasmucające. To w końcu jakaś forma upośledzenia. Przynajmniej ja to w sobie tak odbieram i chyba dlatego tak ciężko było mi przebrnąć przez tę ptasią przygodę.
Nie zrażajcie się tym, co napisałam
Jest też spore prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że był to jedynie mój problem, bo — tak jak pisałam na początku — Rzecz o ptakach czytałam jako ostatnia i nikt z domowników wcześniej nie zgłaszał tego typu uwag. Proszę więc nie zrażać się zbytnio i jeśli gdzieś w sercu czujecie więź z ptasią hałastrą lub waszym nieodkrytym patronusem jest kaczka, orzeł przedni lub dziwny rodzaj sępa, czytajcie i zachwycajcie się niesamowitością tego Bożego stworzenia.
