” – Następny – powiedział. Z grupki gapiów wystąpił jeden i niechętnie usiadł na fotelu.
– Co jest? – Zapytał Dentysta.
Tamten w odpowiedzi otworzył usta, a Dentysta zajrzał w nie. Cofnął się zaraz, mówiąc:
– Ja pierdolę – co miało być zapewne najkrótszą oceną stanu uzębienia pacjenta. Palcami przez chwilę sprawdzał umocowanie zębów, a potem sięgnął za siebie po butelkę wódki.
– Masz, napij się. Rwiemy.
Mężczyzna mamrotał coś niewyraźnie, zupełnie zgnębiony tym nieoczekiwanym wyrokiem. Przyjął z rąk Dentysty prawie całą szklankę wódki i wypił ja duszkiem. Byłam pewna, że go nie zaboli po takim znieczuleniu.”
OLGA TOKARCZUK – PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH
Też tak macie?
Ja, jak myślę o wizycie u dentysty, to w mojej głowie dokładnie tak to wygląda. Zwykłe krzesło, wiertło na pedał, jak w starej zingerce, takie. Doktor z drewnianą nogą i opaską — dobrze, jeśli na jednym tylko oku. Takie skrzyżowanie pirata z chirurgiem z czasów pierwszej wojny światowej, w zakrwawionym fartuchu i z wiadrem odciętych kończyn — nie pytajcie, czemu kończyn.
No i znieczulenie… żeby wódka chociaż, to mógłby być mój z nią pierwszy kontakt — w trzeciej klasie. Niestety, znieczulenia nie było, nawet patyka w zęby nie dało rady, bo jak, zasłaniałby pole robocze. Tylko ból i ten dźwięk przebrzydły.
Tak, ja wiem, że teraz jest kosmiczny, wygodny fotel, bezbolesna, ekspresowa usługa, nawet już nie ma wiertła u mojego nowego, czeskiego dentysty, jest za to przemiła pani doktor w bluzeczce w pszczółki. WIEM TO PRZECIEŻ! Cóż z tego, jak paniczny, oddziecięcy strach przed borowaniem na żywca pozostał na zawsze… na zawsze… na zawsze… na zawsze. Takie echo jest… na zawsze… słyszycie je?





Zdjęcia: Rymbaba – Wiosenne Sudety i czosnek niedźwiedzi – 2019
