O tym jak… władał szach – Szachinszach Ryszard Kapuściński

Szachinszach Ryszard Kapuściński

Lubię dyktatorów. To nie brzmi dobrze. Lubię studiować psychologię dyktatorów. Zaglądać w ich czerep i starać się pojąć co skłoniło ich do bycia tymi, którzy uciskają, mordują i niszczą. Parę lat temu studiowałam ambitnie życiorys Hitlera, potem wzięłam się za Stalina. To tacy oklepani dyktatorzy – nie to co Mohammed Reza Pahlavi. Jeszcze parę dni temu nie wiedziałam nawet, że ktoś taki istniał. Jeszcze parę dni temu nie wiedziałam, że Iran to dawna Persja. Trochę to obciach, ale tak właśnie było. Historia tamtych rejonów jest mi obca, nawet bardziej niż historia równie egzotycznej Japonii. Nigdy też nie zabiegałam o bliższe poznanie tamtejszych zakamarków świata. A tu bach – targi książki i nagle wychodzę z takim oto nabytkiem ładnie zareklamowanym przez mego małżonka.

Do zwykłego człowieka

Szachinszach nie jest studium osoby dyktatora. Owszem, traktuje o wymyślanych przez niego absurdach, ale bardziej skupia się na życiu zwykłych Irańczyków. Nie mieli oni ze swoim dyktatorem wesoło (dyktator to też niedobre słowo, król taki, monarcha). Do czynienia mamy tu z człowiekiem zafascynowanym zachodem. Woził się taki po Europie, naoglądał zbytku i siłą usiłował przenieść takie życie do siebie. Szkoda, że jedynie dla siebie. Wspierały go w tym Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Dwa pazerne na ropę stwory, które nie liczą się z niczym i z nikim, byle ssać czarną krew ziemi, a że z tą krwią cieknie i krew ludzka, rozlewa się po ulicach leżącego nie wiadomo gdzie Teheranu, kogo to obchodzi.

Szach mat

Szach dopuszczał się rzeczy kuriozalnych, głupota jego była tak wielka, że nie sposób zmierzyć ją jakąś miarą. Kupował czołgi, samoloty, wozy bojowe nie mając ani jednego człowieka, który potrafi taki sprzęt obsłużyć. Kupował luksusowe towary całymi statkami, które nie miały gdzie przypłynąć, nie było bowiem odpowiedniego portu. Miesiącami stały one zadokowane i czekały na rozładunek, nie czekały przecież za darmo. Rozładowanych dóbr nie było gdzie składować, nie było odpowiedniego zaplecza, brakowało magazynów. Absurd gonił absurd. Pustynia zastawiona została sprzętem za grube miliony. Pewnie stoi on tam do teraz, tkwi zagrzebany w piaskach pustyni. Szach lubił mieć… szczególnie władzę.

Szachinszach

Savak

Znam wiele odmian tajnej policji, ale żadna nie była tak straszna jak Savak. Może nie powinno się o niej pisać, tak jak powinno się zaorać Auschwitz  pozostawiając jedynie pamiątkową tablicę z listą pomordowanych. Do utworzenia morderczego aparatu represji przyczyniły się Secret Service, CIA i Mosad – cóż za doborowe towarzystwo. Przecież ten kretyn Pachlavi sam by tego nie wymyślił. Obrażam go owszem, ale nie potrafię pozbyć się wrażenia, że był on całkowicie omotany przez te instytucje, wykorzystywany do granic na każdej płaszczyźnie. W pewnym sensie jest to jakaś tragedia tego człowieka – władca, władca absolutny, a jakby figurant. Co mnie tak przeraziło w strukturze Savaku. Brak struktury. Savak był wszędzie i nigdzie. Dzisiaj byli tu, jutro tam, gdzieś za siódmym magazynem, w pokoju za sklepem z dywanami, w mieszkaniu niepozornego budynku. Nie było gdzie matkom płakać błagając o litość, nie było skąd odbijać pojmanych. Policje polityczne są jakie są, torturują i mordują, to jak to robią jest straszne, ale nie tak wstrząsające jak brak miejsca gdzie to się dzieje. Miejsca, w którym można umieścić tablicę „tutaj był Pawiak, tu mordowano i torturowano ludzi”. Miejsca, do którego można pójść, oprzeć głowę o zimny mur i wspomnieć ojca, brata, syna.

Czy polecam?

Reportaż nie jest książką historyczną. Szachinszach także taką nie jest. Nie ma tu miejsca na ambitne rozkładanie sytuacji politycznej na czynniki pierwsze. Kapuściński ma dar snucia opowieści, ogniskowych historii o przystępnym języku i atrakcyjnej treści. Czytając nie można się nudzić, za to łatwo się zadziwić i pozostać w zadziwieniu na długie długie lata. Nigdy już o Iranie nie zapomnę, choć ciężko mi sympatyzować z Irańczykami, mimo wielkiej tragedii, którą zgotowały im pospołu Stany, Wielka Brytania i Szach. Przepaść kulturowa jest tak wielka, różnica między nami kolosalna. Przepaści tej nie chcę zasypywać, chyba nie jest to nawet możliwe.

Nie jestem też pewna czy odpowiada mi taki styl, nie potrafię wyciągnąć własnych wniosków, wszystko zostało podane, nie ma pola do dywagacji i do odpowiedzenia sobie na pytanie dlaczego tak się stało. Stało się i już; było, trwało i upadło. Dla mnie to mało, bo ja naprawdę lubię dyktatorów, fascynują mnie.

Szachinszach

 

Tako rzecze mąż – Szachinszach Ryszard Kapuściński – kwiecień 2016 r.

Dla mnie pierwsza i chyba najlepsza książka p. Kapuścińskiego. Autor miał książki wybitne i przeciętne. Ta należy zdecydowanie do dzieł wybitnych. Świetnie opisana historia Iranu z naciskiem na drugą połowę XX wieku, ale obejmująca właściwie przekrój dziejów tego ciekawego państwa/narodu od wczesnego średniowiecza. Świetnie (z dużą dawką inteligentnego humoru i rzetelności historycznej/dziennikarskiej, albo ciekawej konfabulacji – bo faktów historycznych nie sprawdzałem, więc nie wiem…) opisana historia upadku dyktatora i wybuchu rewolucji islamskiej. Książka krótka i jak najbardziej warta przeczytania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.