O tym jak… poznać swoje miasto – Bogucice

Zima, zima, zima

Ścisnęło mrozem i to konkretnym, a było to jeszcze przed feriami. Poślizgi i poślizgi. Tyle się dzieje, a nie mam czasu tym wszystkim się z wami podzielić. Pojawił się mrozik więc koniecznie trzeba było wybrać się na spacer i wymrozić trochę przegrzane ciała. Celem wyprawy – Bogucice.

Bogucice

Historia

Do niedawna na Bogucicach kopano jeszcze kartofle, a dzielnica miała zdecydowanie wiejski charakter. Kiedy było to niedawno ciężko mi jednak stwierdzić, kartofli osobiście na Bogucicach nie widywałam, przynajmniej nie takich samotnie rosnących uroczo oblepionych Amerykańską Stonką Ziemniaczaną. Pewnie jeszcze przed mym narodzeniem, roku pewnego, który to rok pominę milczeniem, okoliczne pola zabudowano uroczymi blokami, a całość przekształcono w kolejną cząstkę wielkiego miasta. Pierwsze informacje o Wsi Bogucice pochodzą z tak zamierzchłych czasów, że nawet nie wiem co to się wtedy na świecie działo.

Dobra, jednak wiem: w Polce na okazałym stolcu zasiadał Kazimierz Wielki co to drewna nie lubił, Angole z Francuzami naparzali się uparcie w wojnie stuletniej, a Turcy wznosząc radosne okrzyki i potrząsając baronią, którą kto akurat miał na podorędziu, wkraczali na Bałkany. Takie to były trudne czasy roku pańskiego 1360, w którym to 10 grudnia, trzykrotnie żonaty, książę opolsko raciborski Mikołaj II nadał Bogucice i kilka innych wsi Ottonowi z Pilicy herbu Toporczyk, wojewodzie sandomierskiemu. (Z tego Sandomierza co słynie z najwyższej przestępczości w skali kraju. Jedna zbrodnia tygodniowo i jeden ksiądz, który ze zbrodnią walczy, a imię jego Tadeu… Mateusz). Potem było już zwyczajnie Bogucickie dobra przechodziły z rąk do rąk. Pojawiali się Kazimierze, Aleksowie, Stanisławowie, Mieroszewscy, a na końcu Wincklerowie. I tych ostatnich akurat znam, nie osobiście, ale jednak.

       Bogucice            Bogucice

Cudowne łobrozki

W 1598 w protokole wizytacji parafii w Bogucicach pojawiła się wzmianka o cudownym obrazie. Nie wiem co w nim cudownego, przedstawiona kobieta, wielokrotnie przemalowywana w stylach piekarskich i częstochowskich, do urodnych nie należy. Nazwana Matką Boska Bogucką obwołana Panią Katowic malowana na lipowej desce postać ma podobno moce udzielania wszelkiej łaski. Jeśli kto chętny takową łaskę otrzymać czem prędzej niech bieży i w pokłonach łaski najświętszej Panienki uprasza.

                 Bogucice

„Obecny kościół wzniesiono w 1894 roku dzięki staraniom ks. prob. Ludwika Skowronka oraz ofiarności wszystkich stanów, zawodów i warstw społeczności parafii boguckiej. Konsekrowany został 25 października 1894 roku przez biskupa wrocławskiego ks. kardynała Jerzego Koppa. ” Tak też stoi do dnia dzisiejszego. Architektoniczną rewelacją nie jest, ot kościół ceglany jakich wiele. Piękna za to jest kaplica cmentarna znajdująca się na górce powyżej kościoła, na miejscu pierwotnej drewnianej świątyni.

Od kopania kartofli do przemysłu

Huta Fanny założona w Bogucicach w 1822 pracowała do roku 1903, a pozostałe po niej zabudowania stały jeszcze do lat 60-tych naszych czasów w miejscu, w którym aktualnie znajduje się spodek.

Tak to mniej więcej wyglądało w roku 1944. Ciekawa zabudowa. W podobnym czasie powstała także kopalnia Ferdynand, na terenie której mamy dzisiaj Centrum Kongresowe, Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia i Muzeum Śląskie.

Bogucice

Muzeum

Są takie rzeczy, które współcześnie wyszły, nie jest ich wiele, ale jednak się udały. Adaptacja zabudowań kopalni na muzeum wyszła wybitnie dobrze. A skoro taki malkontent architektoniczny jak ja nie mówi, że jest to szkaradne, a w moim świecie prawie wszystko jest, ten fakt już o czymś świadczy. Leżący nieopodal budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia bardzo ładnie się prezentuje (ponownie ładnie – nie szkaradnie). Dzięki Bogu nie jest szary jak wszystkie inne nowe budynki stawiane w Katowicach. Czasem odnoszę wrażenie, że całemu miastu przyznano zniżki na szarą farbę elewacyjną. Może główny miejski architekt jest daltonistą, myśli, że to wszystko jest ceglaste? Czasem robiąc w pracy herbatę wyglądam przez okno i podziwiam szarą panoramę. Budynek na rogu Mickiewicza i Sokolskiej – Szary, Supersam – szary, superjednostka – szara,  Altus – szary. Jeden jest tylko między nimi w żółtawym odcieniu, ale jeszcze nie ma nowej elewacji. Nowa będzie pewnie… szara. Szare budynki, szary smog, szary świat, szare dusze katowiczan. Gdzieś ginie Śląsk czerwonej cegły, tylko momentami odnajduje się w takich architektonicznych cudach jak Nospr.

Cmentarz

Człowiek martwy jest mniej awanturujący się dlatego też w ciężkich chwilach, gdy rozpada się mój świat, a ciężkie jego kawały spadają na moje bose stopy, muszę chociaż na chwilę zbiec z domu, czy innego miejsca, w którym się akurat znajduję. Idę wtedy na najbliższy cmentarz. Wariatka pomyślicie. Pewnie, że wariatka, a Wy co, że niby normalni?

W zasadzie czemu nie na cmentarz, cicho, pusto, co kawałek ławeczka do posiedzenia i tylko twarze zmarłych wyglądające na mnie z porcelanowych okienek. Lubie ich, wiem, że śpią sobie spokojnie i czekają, aż obudzi ich Pan, a każdy pod marmurową pierzyną posiada zatrzymaną w czasie ciekawą historię, której nie może mi opowiedzieć. „Ooh, it makes me wonder”, że tak zacytuję wieszcza z cepelina. Tutaj muszę jeszcze nadmienić, że zebrało mi się kilka cmentarnych tematów, tylko ten czas, ten czas nieubłagany, wiecznie go mało, mało.  I ta mgła, ta mgła… zdecydowanie za dużo Stachury.

        Bogucice     

„Rób co chcesz”

Tylko o jednej wybitnej personie zapomnieliśmy w tym mroźnym zimowym dniu. Zapomnieliśmy o Magiku. Jak mogliśmy? Przecież to kawał naszej młodości! Teraz mi wstyd… A może to po prostu „Priorytery” kazały nam zapomnieć, Półdziecko wrzucone do śniegu przez siostrę, zdeptane i zgniecione? Może to tylko „Chwile Ulotne” to nasze ziemskie życie, jak ulotna była ta chwila na zmrożonym Bogucickim cmentarzu, pod figurą Jezusa z gołębiami na ramionach. Kinematografia –  wszystkie, wszystkie teksty wryte w czaszkę, zakotwiczone w pamięci jak Ojcze Nasz, a my po prostu zapomnieliśmy. Tak łatwo człowiek zapomina o tym co go ukształtowało, stworzyło, o cegiełkach, które go budują. Wybacz Magu, wybacz.

Kukuczka

O tym Panu nie zapomnieliśmy. Głośno teraz o Himalaizmie, o tych wszystkich szaleńcach co wchodzą w miejsca, w których nie da się żyć. O ludziach, którzy porzucają i osierocają rodziny w imię wyższych, swoich, idei. Czy ja to popieram? BogucicePopieram, nie popieram. Myślę, że jeśli człowiek jest samobieżnym bytem  i jego życzeniem jest ułożenie na szali swojego życia, ma do tego prawo. Może, jeśli wola, popełnić  spektakularne samobójstwo przez zamrożenie czy upadek z wysokości. Jeśli człowiek jest bytem rodzinnym, nie jest już samodzielnym, przyjmuje, musi przyjąć na siebie obowiązki troszczenia się o swoich. O tych obowiązkach wielu Himalaistów, szczególnie tych martwych, chyba zapominało. Zostawiali za sobą uwielbienie tłumów i żal żon i dzieci.

Jerzego Kukuczki przedstawiać nie trzeba. Piszę o nim bo mieszkał naprzeciwko kościoła w starej kamienicy. Wpisuje się on jak i Magik w historię dzielnicy, którą są Bogucice. Ciekawostka taka i tyle. Inna będzie jeszcze okazja żeby o nim wspomnieć, z tej przyczyny, że pojawiał się on przez całe nasze życie w różnych miejscach i opowieściach.

Szpital

Słyną Bogucice jeszcze z jednego. Sąsiadem ceglanego kościoła jest bezduszny moloch zwany szpitalem. Z molochem tym mam niestety zatargi i nikomu nie polecam odwiedzać jego murów. W 1871r. ówczesny Proboszcz ks. Leopold Markiefka, przekazał grunty pod budowę szpitala, oraz całkiem sporą sumkę na zaczyn, a jego budowę powierzył braciom bonifratrom z Wrocławia. Trzy lata później we wrześniu szpital otwarto wraz z apteką,oraz trzydziestoma łóżkami dla przyszłych pacjentów. „Wzniesiony jako pierwszy w mieście, szpital przeznaczony był dla górników zatrudnionych w okolicznych kopalniach oraz miejscowej ludności. W czasie epidemii tyfusu na przełomie 1876/77 roku oraz cholery w roku 1893 bracia z niezwykłą ofiarnością i poświęceniem nieśli pomoc zarażonym, co zyskało im nie tylko ludzką wdzięczność, ale także przysporzyło hojnych darczyńców. W 1882 roku uruchomiono w szpitalu oddziały specjalistyczne, zakaźny, okulistyczny, laryngologiczny, chirurgiczny, neurologiczny i dermatologiczny. Leczyli w nich znani na Śląsku lekarze, a jak wykazują zachowane dokumenty, pacjentami byli ludzie różnej narodowości i różnych wyznań.” (Cytat pochodzi ze strony https://bonifratrzy.pl/klasztor-katowice/o-klasztorze/)

Pięknie się Bracia zakonni sprawowali, ale ta szczytna idea pomocy potrzebującym nie tylko w sferach fizycznych, ale i duchowych zagubiła się w czeluściach państwowego systemu opieki. Ustąpiła miejsca procedurom i traktowaniem pacjentów nie jak ludzi, a jak przedmioty w ekspresowym tępię przepychane przez oddziały, jak meble opuszczające budynek fizycznie zaleczone ale z okaleczoną duszą.

Sentymentalnie

Ze zwykłej rodzinnej wycieczki zrobiła się podróż sentymentalna. Pokazałam Wam kawałek swoje duszy. Uszanujcie go. Dobranoc.

 


Gratisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.