Samotność

O tym jak… poszłam dobrą drogą – antydepresanty

Był taki czas

Był taki moment w moim życiu, kiedy stanęłam na rozdrożu. Wybrałam jednak mądrze i dzielnie, wpadłam prosto w szeroko rozpostarte ręce Jezusa. Co mogło się stać? Jak się okazuje coś bardzo przerażającego.

Jakież to łatwe

– Pani doktor nie radzę sobie, wszystko mnie denerwuje, po wszystkich się wydzieram, nerwica jakaś czy coś? Życie mnie mierzi, praca nie odpowiada, dziecko doprowadza do szału, mąż gnębi. Beznadzieja ogólna.

– Rozumiem, to ma pani tutaj takie tableteczki. Proszę to codziennie brać. Działać zaczynają po dwóch tygodniach, po trzech proszę przyjść i się pokazać.

A ja głupia myślałam, że ona będzie ze mną rozmawiać. Pół godziny wywiadu i wyszłam z gabinetu jako nadal nieszczęśliwy posiadacz recepty na antydepresanty. Mogłam tą receptę wykupić, a po dwóch tygodniach zamordować swoją rodzinę, albo władować się pod pociąg. Mogłam zostać jednym z tych przypadków, o których sąsiadka z parteru powie w wiadomościach: to była normalna osoba, nic nie wskazywało na to, że może zrobić coś tak strasznego.

Antydepresanty – działanie i skutki uboczne

Nie poinformowano mnie o faktycznym działaniu zapisanego leku (dawno to było, nie pamiętam już jego nazwy). Pani doktor nie wspominała także o możliwych skutkach ubocznych. Zachowała się trochę tak jakby zapisywała mi witaminy. Pewnie, powinnam zapytać, co to, po co to, jak działa. Powinnam, ale  nie zapytałam. Czy człowiek w rozsypce pyta o takie rzeczy?

Strzeżcie się ludzie, nic na tym świecie, szczególnie jeśli mamy do czynienia z wielkimi pieniędzmi, nie jest takie jak nam się przedstawia. Nie mylmy leczenia z wyleczeniem. Wyleczenie człowieka jest nieopłacalne. Lekarz, aptekarz, koncern farmaceutyczny straci wtedy klienta niejednokrotnie dożywotniego. Lekarzowi powinno się płacić za wyleczenie i utrzymywanie nas w zdrowiu, nie odwrotnie, może wtedy udałoby się uniknąć patologii tego systemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.