Sny

Olga Tokarczuk – Prowadź Swój Pług Przez Kości Umarłych – Sny

„Stary sposób na koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.”

OLGA TOKARCZUK – PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH


Myślisz sobie – o, fajny tekst, obrazowy taki, może nawet i przydatny. To przeczytam mężowi. Czytam, a tam Bombarda Maxima!

– Taaaa, stary sposób. Kiedyś to ludzie do wygódki chadzali i ledwo było gdzie tyłek tam posadzić, a co dopiero wodą spłukiwać.


Także tego, zawsze można liczyć na konstruktywne uwagi. Chyba przekażę szacownej noblistce. Chociaż mój szacunek dla niej jako osoby lewaczej jest co najwyżej średni. Jednakowoż, gdyby rozpatrywać życiorysy autorów powieści i muzyki pod kątem ich poglądów i jakości życia, to człowiek musiałby zaprzestać czytania i żyć w absolutnej ciszy.

Sny

W sumie sny to dziwne bywają. Swego czasu miałam całą plejadę snów katastroficznych, w których o włos byliśmy od wojny lub innej atomowej zagłady. Ciągle gdzieś uciekaliśmy: a to pociągami, siedząc na ich dachach, a to przedziwnymi statkami gdzieś w obcy, zimny i nieznany kosmos. Choć tak często zapomnianymi zaraz po tym, jak otworzę oczy, w drodze do łazienki, gdzieś w okolicach kanapy. Mam w głowie dwa miasta, które kompletnie nie istnieją, a jednak tak żywo je pamiętam ze snów, jakbym faktycznie tam była — i to nie raz, a wiele razy, nawet jakiś czas mieszkała.

Jedno — podziemne miasto goblinów, z wąskimi, brudnymi uliczkami, gdzie nad głowami zwieszały się dziwne korzenie, a obie strony drogi skolonizowane były przez sztandy (serio nie wiem, jak to po polsku… stoiska) z postrzępionymi baldachimami. Gotowano tam coś w brudnych kotłach, z zapałem mieszając wielkimi aluminiowymi chochlami brejowatą zupę, albo oferowano dziwaczne towary z przewagą francuskich kluczy, rozkładane na brudnych stołach i kocach. Jakby ktoś wrzucił chorzowski szaberplac przy Kalidego na Dagobah.

Drugim takim miejscem jest chorzowski rynek właśnie, ale wyglądał on jak rzymski plac, pełen świątyń i kolumnad. Czysty, biały, pusty, wszyscy ludzie w togach i bana jechała środkiem. Przedziwny konstrukt myślowy, ale to wszystko jest jeszcze nic.

Kiedy mąż przypadkiem przebudzi się nocą

Chociaż kładziesz się cichutko jak myszka i starasz się nie wzburzyć ani kawałka kołdry, słyszysz nagle:

– Szybko! Muszę wywalić wszystkie bebechy z brzucha, żeby się złoto zmieściło – a potem śpi dalej.


Zdjęcia: Rymbaba – sudecka ucieczka, to tu, to tam i twórcze pouczania oraz fragmenty przedziwnych snów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *