Przyjaciel Bongo - za tęczowym mostem

O tym jak… odchodzą przyjaciele – z dedykacją dla Bonga

Klasyka taka już jest – John Steinbeck Myszy i Ludzie

Tak jako było na początku i zawsze na wieki rozpływają się wszyscy nad klasyką. Ja przepraszam, ja nie chce nikogo z tych rozpływaczy urazić. Babcia zawsze powtarzała, że o gustach się nie dyskutuje, babcia z rocznika 1927 to chyba się zna. No to nie obrażajcie się, ale ta książka jest marna. MARNA! Dramatycznie aż. Raz, że to prędzej nowela niż powieść, ledwo zaczniesz, a już kończysz. To, że wydawca powiększył czcionkę do maksimum niczego nie jest w stanie zmienić. Dwa — fabuła jest przewidywalna aż do bólu. Czytasz i wiesz, już wiesz co będzie.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Zdaje się, a wniosek ten wysnuwam z lektury innych recenzji na Lubimy Czytać, że opowieść ta uważana jest za jakiś rodzaj studium przyjaźni międzyludzkiej. To ja dziękuję za taką przyjaźń. Mój najlepszy przyjacielu i mężu w jednej osobie, czy mam się obawiać kuli w łeb? Czy tak ten świat jest poukładany, że ludzkiego przyjaciela można zastrzelić jak starego niedołężnego psa? Bo niczym się nie różnimy my ludzie od ich zwierząt, od myszy, od psa. Kiedy przychodzi nasz czas ktoś nam najbliższy powinien zafundować nam małą, niezobowiązującą eutanazję. Bo co? Bo nie spełniamy oczekiwań, nie jesteśmy tacy jak inni, bo inaczej nie można nam pomóc. Czy może nie chce się inaczej pomóc? Eutanazja to akt miłosierdzia czy wygodnictwo, przysługa czy morderstwo. Pytania takie retoryczne dla mnie.

Polecać, czy nie polecać

Czy człowiek upośledzony jest zwierzęciem, skoro można go tak po prostu zastrzelić? Pachnie mi to ciut eugeniką. Choć może takie właśnie pytania trudne stawia autor i my czytelnicy mamy to rozkminiać. Chyba jednak przestanę się bardziej zastanawiać, bo zaraz się okaże, że mimo wcześniejszych żalów to dobra książka. Taka z tych, co daje do myślenia, taka która nie daje się wyrzucić z pamięci.

Jednak nie polecać

Niestety nie da się zapomnieć tej cieniuśkiej broszury o ogromnej czcionce i ładnej okładce. Wszystko przez tandetne zagranie na ludzkich emocjach rodem ze współczesnej reklamy. Zabicie starego, ukochanego psa. Zabicie zwierzaka, którego miało się od szczeniaka. To stwierdzenie — od szczeniaka — pojawia się niczym podprogowy przekaz. Prawie każdy wychował jakiegoś psa od szczeniaka lub wychowywał się z jakimś psem od szczeniaka. W moim przypadku miało miejsce i jedno i drugie. Przyszedł też moment, kiedy trzeba było pożegnać naszego psiego przyjaciela, ktoś musiał mieć dość sił. W książce pan psa nie miał sił, by towarzyszyć przyjacielowi od szczeniaka. To nas boli, to w nas uderza i na tym uczuciu na tej emocji, tej ludzkiej tęsknocie i ofiarowanej miłości zbudowano całą fabułę. Panie Steinbeck tani chwyt, bardzo tani.

Z dedykacją

Pisząc dzisiaj myślałam o pewnym psim przyjacielu, nie moim, a jednak ważnym, bo ważnym dla moich przyjaciół. Psim przyjacielu, który po długiej chorobie dzisiaj przeszedł przez tęczowy most. Zawsze pozostanie w mojej pamięci jako Bongo — grubiutki, rudawy, kudłaty piesek przynoszący każdemu gościowi zabawkę, żeby szarpać ją z przeogromnym radosnym warczeniem.

Jesteśmy ludźmi. Jesteśmy za was psy odpowiedzialni. Zawsze pozostaniecie w naszych sercach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.