Cieszanów Rock Festiwal - mała scena koncerty alternatywne

O tym jak… przetrwać bez dzieci – Cieszanów Rock Festiwal

Słowo się rzekło

Na wakacjach w Bieszczadach będąc wysforowaliśmy się pewnego dnia na Cieszanów Rock Festiwal. Grał tego dnia Organek, Waglewscy i Pidżama Porno. Powiedziałam wtedy, źle wspominając Przystanek Woodstock w 2011 roku, że tutaj mogłabym przyjechać. Mężowi dwa razy powtarzać nie trzeba – nie dość, że mogłam pojechać – to pojechałam bez dzieci i z namiotem.

Cieszanów Rock Festiwal - spacer po Cieszanowie - zachód słońca

Krok pierwszy – Kup

Bilety Na Cieszanów Rock Festiwal trzeba kupić, kiedy tylko się pojawią, wtedy są względnie tanie, a meldując się na polu – za wczesne zakupy – dostaniesz dwa plakaty i dwie smyczki zamiast jednej. Nie łudź się jednak, plakaty i tak się zgniotą, a smycze zapodzieją gdzieś… lecz nie wiadomo gdzie.

Cieszanów Rock Festiwal - spacer po Cieszanowie - stawy

Cieszanów Rock Festiwal - spacer po Cieszanowie - cerkiew

Kolejnym niezbędnym elementem jest namiot. Jaki namiot jest każdy widzi. Ważne, żeby w razie deszczu na łeb nie kapało. Nie warto więc kupować namiotu w markecie, bo są to wyroby namiotopodobne, w których w czasie ulewy można załapać się na całkiem fajny prysznic (gdzieś w czeluściach szafy leży takie cudo za 60,00 złotych i przypomina o popełnionym błędzie). Po namiot udaliśmy się do Decathlonu, bo jak wiadomo ceny tam rozsądne, a i asortyment dla przeciętnego biedaka duży – słowem każdy dla siebie coś znajdzie i to coś sprawdzi się całkiem nieźle w terenie.

Cieszanów Rock Festiwal - spacer po Cieszanowie - studnia w krzaczorach

Cieszanów Rock Festiwal - Banner Powitalny

Krok drugi – Pole namiotowe

Gdy na miejsce dojechać Ci się uda koniecznie musisz wnieść toboły na pole namiotowe, a z nimi cudem i przypadkiem jedne malutkie i nielegalne pół litra, które jak wiadomo jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło i które umknęło macaczom z ochrony. Następnie należy dobrze, bardzo dobrze przemyśleć miejsce rozbicia jeśli oczywiście jesteście na tyle wcześnie żeby mieć się nad czym zastanawiać. W wybranym miejscu namiot rozbić. Do namiotu załadować ( w naszym przypadku): dwa materace (z jednego uchodziło powietrze i rano było to bardziej łóżko wodne, ale jakoś dało się wytrzymać obiecując sobie codziennie, że sprawdzimy w czym leży problem…) dwa koce, i kołderkę z wizerunkiem Kubusia Puchatka otoczonego krewnymi i znajomymi Królika. Dwa śpiwory, dwie poduszki i dwa jaśki. Człowiek stary się robi, kości już nie te, spanie ma być wygodne. Mordęga na karimacie odpada w naszym wieku. Pozostały cenny dobytek pozostawić bezpiecznie zapieczętowany w samochodzie na parkingu czule i całodobowo doglądanym przez Ochotniczą Straż Pożarną marki Cieszanów. (Dziękujemy Panowie).

Cieszanów Rock Festiwal - pole namiotowe jeszcze pustawe

Krok trzeci – pożywienie

Z tego miejsca pozdrawiam przekochane Panie z Kół Gospodyń Wiejskich, które nawet dnia ostatniego nie opuściły nas wygłodzonych festiwalowiczów. Panie serwowały domowe dania w rozsądnych cenach. Pierogi ruskie po 1,00 za sztukę, zestaw ze schabowym po 15,00, bigosy, fasolki i inne gulaszopodobne po 8,00. Jajecznice po 6,00 z możliwością dobrania dodatków w równie atrakcyjnych cenach z aromatyzowaną miętą wodą do popicia – gratis. Panie niezwykle fachowo i cierpliwie, z dużym dystansem i dowcipem, sprawiedliwie rozdzielały pożywienie. Przy tym ogromie głupich kolejkowych gadek – szacunek! Po godzinach pracy pożywiać można się było komercyjnie, czyli drogo, w food-truckach rozstawionych w okół dużej sceny. Albo w tych dwóch z pola namiotowego. Miłośnicy mega oszczędności wystawali w okolicach pożywienia z blaszanymi kubeczkami i niczym proszalne dziady zbierali co przechodnie akurat mieli dobrego i czym skłonni byli się podzielić, a tak naprawdę to głównie chodziło im o piwo, które i jedli – z racji jego kaloryczności, i pili – z racji jego wpływu na niwelację pragnienia.

Cieszanów Rock Festiwal - pole namiotowe - piwne kraniki

Krok czwarty – węzeł sanitarny

Noooo i tutaj pochwała. Wiadomo, po imprezie masowej cudów spodziewać się nie należy. ToiToi’e stoją równymi rzędami i wyczekują odważnych. Najgorzej było rano przed czyszczeniem, kiepsko ale do przeżycia, znaczy wdech, zamknięte oczy i jedziesz z potrzebami. Na Przystanku Woodstock rano ostatnia kupa była na progu, a do podchodzących do toja ludzi krzyczało się – NIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!! Lepiej było iść tak długo w las, aż skończyli się ludzie i wytrzymałość nas samych. Właśnie codzienne pokonywanie odległości do jedzenia, picia, kranów, kibla (kibla znaczy krzaków) dyskwalifikowało w mych oczach ta imprezę. Wiadomo, człowiek ma swoje potrzeby i dla osobników bardziej delikatnych Cieszanów Rock Festiwal miał do zaoferowania płatne toalety królewskie. Jak one wyglądały, nie wiem – nie byłam, a to świadczy bezsprzecznie o względnej czystości niebieskich przenośnych kibelków. Można było także wziąć prysznic za piątaka, najlepiej o 14:00, bo bez kolejki, lub umyć się pod kranem z zimną wodą, spokojnie kiedy słońce pali z nieba mycie włosów tym sposobem staje się całkiem atrakcyjne i przyjemne, chociaż ekwilibrystycznie niełatwe. Dobrze jest także wspomagać się chusteczkami nawilżanymi dla niemowląt – taka porada.

Cieszanów Rock Festiwal - pole namiotowe i kraniki z zimną wodą

Krok piąty – bania

Brak potomstwa jest wprost proporcjonalny do poziomu alkoholu krążącego w żyłach. Jeśli nie masz dzieci – masz banie permanentną, powiązana z kacem permanentnym. Jeśli masz dzieci ulokowane u dziadków, czyli na co dzień jesteś odpowiedzialnym rodzicem i do kolejnych wieczornych koncertów chcesz pozwiedzać okolicę masz banię, po której rano możesz bezpiecznie zapakować się do auta i wyruszyć w nieznane. Jeśli jesteś z dziećmi – masz banię na zmianę, lub banię umiarkowaną zwaną – trzeźwość pełna w cztery godziny.
Jak stworzyć banię. Banię tworzymy a) W Biedrze – tania wersja, b) Przy kranikach z piwem –  wersja średnio droga – 5,00 PLN za piwo 0,4l. c) Pod dużą sceną, na stoisku z Whiskey… moja żono – 8,00 PLN za shota lub drożej za drinka. d) Wersja Exclusive łączona – zaczynasz w Biedrze, zahaczasz o kraniki na polu namiotowym, kończysz z Whiskey na dużej scenie.

Cieszanów Rock Festiwal - trampek o zachodzie słońca

Krok szósty – koncerty

Patyczak

Cieszanów Rock Festiwal - mała scena - Patyczka i Brudne Dzieci Sida

Tegoroczny repertuar nie do końca spełnił nasze sny, marzenia, plany, ale nie ulegajcie przedwczesnym niepokojom moje stare wróble bowiem pewien Patyczak zmiażdżył wszystkich. Dając koncert, bez bramek i bez sceny nawet. Z gromkim okrzykiem: Amfiteatry budowano tak, żeby wszyscy słyszeli! – zstąpił między ludzi… dopiero przy trzecim utworze podano mu mikrofon. Tak oto Brudne Dzieci Sida – jednoosobowy zespół z liczbą mnogą w nazwie – rozpoczęły Cieszanów Rock Festiwal. Bez tego takiego białego, które ktoś jednak wyciągnął zza pazuchy i pożyczył, bez piwa, bo Patyczak nie pija w pracy. Z gitarą i pieśnią na ustach, której tekstu w całości nie pamiętał, pamiętali za to zebrani na małej scenie!

Cieszanów Rock Festiwal - mała scena - Patyczka i Brudne Dzieci Sida bez sceny

Arkadiusz Jakubik

Dr Misio i ukrywający się pod tą nazwą Arkadiusz Jakubik. Aktor taki. Znacie pewnie. Niezwykle zaangażowana w swe dzieło persona, której utwory rozbrzmiewają tekstami (między innymi) Macieja Świetlickiego (na szczęście nie o gotowaniu – pozdrawiam Pana, który o 6 rano obudził mnie pieśnią – „Odciski” – oznajmiając zaraz po fragmencie, w którym autor błaga, żeby mu się woda zagotowała, że jest dzisiaj w nastroju nieprzysiadalnym). Wracając do sedna – Doktor Misio i my z nim jesteśmy już za starzy by tańczyć pogo, pogo, pogo… a może, może jednak nie…

Nie jest to jednak mój ulubiony utwór bo „najlepsze są te teksty, które nie niosą treści, najfajniejsze te melodie, które nie tworzą pieśni.”

Przyznaję się, autograf Dr Misia wydarłam prawie siłą, Pan za mną był tym faktem zniesmaczony. Trudno, nie moja wina, że manager zespołu kazał Panu Jakubikowi już iść, mnie zależało, komitetu kolejkowego nie było, każdy rył się jak potrafił, ludzie wychodzili i spod stołu. Pana Zniesmaczonego serdecznie przepraszam, mogę zrobić ksero.

Cieszanów Rock Festiwal - mała scena różni ludzie

Krzysztof Zalewski

Zalewski – nie moja bajka. Mąż chciał posłuchać, Pana tego zna z Trójki, mówił, że spoko. Zalewski jednak to nie Organek, a człowiek w seledynowym garniturze z równie seledynową gitarą. Jakby zamknąć oczy to wszystko było by fajnie, coś jednak w tym wizerunku było fałszywego, coś zbyt „produktowego”. Pan Zalewski nie stanął w kolejce po autentyczność, bo, jak sam mówił, był wtedy w Cieszanowie na rowerze i woził się po okolicy. Mojego wrażenia po spotkaniu z Panem Krzysztofem nie poprawia morda tego dziada komucha Olbrychskiego w teledysku, do jedynego utworu tegoż artysty, który znam.

Przypadkowy Proletaryat

– A co to za muzyka? – zapytała Kwyrloczka.
– No wiesz, takie punkowe granie, będzie spoko. Znam tylko jeden ich utwór, ale fajne będzie, zobaczysz – powiedział kwyrloczkowy mąż.

Faktycznie, utwór, ten jeden jedyny, również znam. Można by rzec klasyka.

Nie dajcie się jednak zwieść, Pan ten już tak nie wygląda, jakby mu się utyło, jakby mu się zbrzy… dojrzało. Odnoszenie się do sytuacji politycznej jednak mu pozostały, wiadomo „PIS is bad M’kay!”. Trudno, niech ma chłopina prawo do poglądów, tylko czemuż tak musiał jak pies szczekać, charczeć i stękać niezrozumiale. W zasadzie dobrze słychać było jedynie: nie kurwa, nie! Kto nie? Co? Chyba elektorat PiSu. Zapamiętajmy ich dobrze z tego jednego utworu, kiedy jeszcze wykonanie można było nazwać śpiewem.

Zenek

Dla złaknionych ostrzejszych dźwięków z przesłaniem oraz miłośników jednorożców w jednej osobie, bądź dla samych jednorożców themselfs – ZENEK!

Panie Zenku jeśli Pan to czyta, błagam o przesłanie mi linka do pierwszego utworu, który zagrał Pan w Cieszanowie na małej scenie, tego jednego mniej wrzaskliwego, który tak mi się podobał, a którego teraz nie potrafię odszukać! Tego jednego, którego nie znał nawet basista odziany w kusy, różowy, frotowy szlafrok.

Ania Rusowicz

Słuchałam i myślałam, ten głos, skąd znam ten głos. Okazało się, że dziewczyna śpiewa głosem swojej matki. Świętej Pamięci Ady Rusowicz, wokalistki Niebiesko Czarnych.

Mam nadzieję, że Pani Ani i jej fanów nie obrażam tym porównaniem prostym, żeby nie powiedzieć prostackim. Nie jest to jednak moja muzyka i głębiej nad tą twórczością  nie pochylę się zapewne nigdy. To co teraz napisałam pozostanie w moim sercu jedynym wspomnieniem i kontaktem z Adą i Anią Rusowicz, może oprócz krótkich, okazjonalnych spotkań w radio.

Dżem

Podobno Dżem dzieli się na pół. Na ten z Ryśkiem i na ten bez. Dla wielu, łącznie ze mną i mężem mym, Dżem skończył się 30 lipca 1994 roku. Jak by tego nie bronić Otrębowie i Berger powinni przełknąć tą gorzką pigułkę i zaprzestać działalności pod tym szyldem (to oczywiście moja osobiste zdanie). Wyszła z tego Paktofonika bez Magika. Magik na ostatnim koncercie zarymował z taśmy, tutaj już drugiemu wokaliście przyszło się mierzyć z legendą Ridla. Maciej Balcer, bo o nim mowa, od 15 lat śpiewa w Dżemie, to kawał czasu, jednak nadal wpisując Dżem w Youtube to nie on zajmuje pierwsze miejsca na liście wyszukiwań.  Ja do Pana Balcera nic osobiście nic nie mam, niech tam sobie śpiewa nagrane po 94 roku piosenki jak chce.

O tak właśnie. To fajne utwory, tekstowo i muzycznie się bronią. Szczególnie Partyzant bardzo do mnie przemawia – Brawo! Do czego jednak piję w kwestii śpiewania – piję, ano do tego, że Wehikułu Czasu, Whiskey, Poznałem Go Po Czarnym Kapeluszu czy innego prezentowanego kiedyś przez Ryśka utworu, nie dało się zaśpiewać. Jakby się człowiek nie wysilał, nie dało się ponieważ Pan Balcer w każdy, każdy akord wchodzi inaczej, po swojemu. Całość sprawia wrażenie bardziej melodeklamacji, śpiewania równoważnikami zdań niż jednej spójnej melodyjnej pieśni. Rozumiem, to jego interpretacja utworów, ale ludzie przychodzą na koncert wspólnie pośpiewać hity, poczuć tą swoistą wspólnotę znajomości tekstów i melodii. Tych właśnie melodii i tej osobowości scenicznej jaką był Rysiek mimo swoich mankamentów. Skoro Rysiek śpiewał – tak jak śpiewał – w jakim celu to zmieniać. Można, owszem popłynąć z weną na płycie: Balcer śpiewa Ryśka, ale na koncercie w trakcie wspólnoty umysłów, dusz i pamięci – słowa: pamiętajcie o Ryśku to za mało. Kto to zresztą oceni po latach, czy Dżem nie zarobił by więcej i nie zrobił by więcej dla Polskiej muzyki poprzestając na 1994 roku, a w obecnym składzie grając sobie z Panem Balcerem w zespole Marmolada.

Można by długo i długo wspominać Ridla – ciiiii, niech sobie dżemie… śpi.

Cieszanów Rock Festiwal - wieczorny parking

Krok siódmy – co zwiedzić w okolicy

Zamość, Szumy nad Tanwią, Lubaczów i Muzeum Kresów, Cerkiew w Radróżu, na zakończenie w drodze do domu Tarnów. To wszystko podzielę na osobne wpisy i będą one pojawiać się co jakiś czas na zmianę z wyprawami w Sudety i resztą kwyrloczkwego pomysłu na życie.

Cieszanów Rock Festiwal - spacer po Cieszanowie - pomór świń

 

Wnioski

Wniosek nasuwa się jeden: w przyszłym roku zabieramy dzieciaki! Żeby w pełni wykorzystać to, co Cieszanów Rock Festiwal oferuje. Pojechać na rowerową przejażdżkę, zajrzeć do strefy artysty, do namiotu kinowego. Wymalować nowy mural na komendzie. Cieszanowie 2019, nadchodzimy w komplecie.

Cieszanów Rock Festiwal - pole namiotowe - domowe zwierzęta

Zapomniałam najważniejszego

Home

Cieszanów Rock Festiwal - mała scena w nocnym wydaniu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.