Przedszkole Imienia Barbary Wiewiórki - Okładka książki

O tym jak… być dobrym przedszkolakiem – Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki – Rafał Witek

Dla przedszkolaka

Dzisiaj rozprawiam się z zalegającym stosem opowieści dziecięcych, które w poniedziałek wreszcie odniosę do biblioteki. Przejdę tym samym do zalegającego stosu lektur dla dużych dzieci, który skutecznie zablokowałam sobie Wyznaniami Hochsztaplera Feliksa Krulla. Mówiąc zablokowałam mam na myśli, że ciągle się z nimi morduję i morduję, i morduję, i chyba prędzej zamorduję głównego bohatera, uwalniając tym samym cały świat od jego postaci, niż przeczytam książkę.

Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki wylądowało w naszym domu z bardzo prozaicznego powodu. Urzekła mnie mianowicie okładka książki. Bardzo skojarzyła mi się z serią książeczek Poczytaj Mi Mamo z mojego dzieciństwa. (Taki flashback mam, że siedzę i płaczę nad jedną z takich książeczek, bo mama nie chciała mi poczytać, a tam przecież napisano, że mama poczyta. Pierwszy dramat życia, jaki pamiętam, miałam wtedy myślę pięć lat, bo jakoś w tym czasie nauczyłam się czytać. Dotąd mam przed oczami tył tej książeczki i to wycie w głowie. Hahaha, co też się człowiekowi czasem przypomni).

W Barbarze Wiewiórce

Przedszkole Imienia Barbary Wiewiórki - Rudy czyta

Bajeczka pana Witka to dobra opowieść na wieczorne czytanie. Każdy rozdział stanowi osobną historię o tym, jak toczyłoby się życie przedszkolaków, gdyby ludzkie dzieci chodziły razem z dziećmi zwierzęcymi. (Znowu te niebezpieczne łączenie ludzi ze zwierzętami, ja to chyba robię się przewrażliwiona na tym punkcie). Tak naprawdę mamy tutaj ciepłą i przyjemną lekturę, z której dowiadujemy się, że to, co nas różni jest naszym wielkim szczęściem. Możemy wzajemnie siebie zadziwiać, opowiadać o swoich myślach, odmiennych potrzebach, a czasem nawet i troskach. Jesteśmy częścią jednego świata i musimy pamiętać jak często nasze czyny mają ogromny wpływ na życie innych. Ważne, żeby mieć świadomość, że świetna zabawa wężem ogrodowym, może jednocześnie zalewać gniazdo pewnej, Bogu ducha winnej, sikorce. Prawda panie Trzaskowski?

Język i dowcip

Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki to nie tylko przesłanie, ale przyjazny, nieinfantylny język oraz bliski mojemu abstrakcyjnemu poczuciu humoru dowcip pana Rafała Witka. Bardzo to sobie cenię w książkach dla dzieci, kiedy czytając czuję, że sama także coś z opowieści wynoszę. Lubię, gdy styl i narracja miękko otula mnie i dzieci. Przenosimy się wtedy w świat opisanej historii, siedzimy na dywanie z mchu razem z Tusią, Maliną, Szczeniakiem, Kotem i Dzięciołem razem śpiewając przedszkolną piosenkę. Trochę szkoda nam, że w naszym zupełnie zwykłym przedszkolu zbyt mało mamy kontaktu z prawdziwym mchem, a jednak zbyt dużo z dywanem.

Cytat

Każdy chce czasami pobyć sam. Albo prawie sam.
No bo rośliny to też towarzystwo. Tylko inne. Mniej gadatliwe. Bardziej nieruchome. Spokojne. A najspokojniejszy ze wszystkich roślin jest mech. I milusi w dotyku. Dlatego Malina – kiedy chciała być sama – zaszywała się w odległym rogu placu zabaw. Tam, gdzie osłaniały ją krzewy, a z ziemi wystawały korzenie starego dębu. Właśnie na tych korzeniach rósł zielony mech. Był gęsty i ciepły jak sierść tajemniczego stwora. Dawał się głaskać. Czasami łaziły po nim mrówki. Leżały liście. Albo leżała na nim Malina, wtulając buzie w mchową poduszeczkę.
Tego dnia Malina też odwiedziła mech. Chciała odpocząć od hałasów i wygłupów, gonitw i psikusów.
– Dzień dobry, panie mchu – powiedziała, siadając na ziemi.

Mech nie odpowiedział, ale też nie zaprotestował, gdy dłoń dziewczynki pogłaskała jego gładki grzbiet

RAFAŁ WITEK – PRZEDSZKOLE IMIENIA BARBARY WIEWIÓRKI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.