Laur - Jewgienij Wodołazkin - bukszpan

O tym jak… Laur kiełkuje wśród mchu

Książka roku 2015 serwisu Lubimy Czytać – Laur – Jewgienij Wodołazkin

Książka ta to nie był mój zakupowy wybór, chociaż figurowała w mojej biblioteczce jako jedna z tych, które chce przeczytać kiedyś w przyszłości. Pewnie doczekałaby się na swoją kolej, gdyby pewnego dnia niespodziewanie nie zjawiła się w domu na kurierzych nogach. Ładnie pachniała i ładnie wyglądała, ciekawie spoglądał na mnie staruszek z brodą. Jeszcze wtedy nie miałam pojęcia kim on jest, ale on już zapraszał mnie do lektury, do ciepłego omszałego wnętrza Laura.

Znowu ten mech

Ten, kto czasem zagląda na mojego bloga wie, że lubię mech. Mech zawsze dobrze mi się kojarzy z miękkością i przytulnością i, mimo że przecież często bywa wilgotny jest w nim coś ciepłego i matczynego. Mech – dom tysiąca istnień, dywan lasu. Laur jest dla mnie trochę jak wspomniany mech; jest przytulny, pełen dobra, miłości, czasem śmieszny jak małe owocniki mchu, czasem smutny jak brak wilgoci; spokojny, zielony i piękny. Przepełniony mistycyzmem i wiarą w Boga, który jest miłością.

Historia drogi

Wewnątrz znajdziemy opowieść o życiu człowieka od narodzin aż do śmierci. Brzmi banalnie, ale banalnie nie jest w żadnym momencie. Chciałabym to jakoś ładnie zobrazować, ale nic nie przychodzi mi do głowy, dlatego też zwlekam z tą recenzją już ładne dwa tygodnie. Może tak jakoś prosto, jak do ludu. Arsenij złapał się mojego serca i trzyma je bardzo mocno w swoich rękach. Najpierw w chłopięcych rączkach podróżuje na nim jak na plecach swojego dziadka – zielarza Kristofora. Potem są w nim już w trójkę, w prawej komorze jak w małej chatynce koło cmentarza. W trójkę już pozostają wędkując przez czasy i miejsca. Czasem moje serce śmieje się z Arsenijem z Nawiedzonego Fomy, czasem śmieje się z Karpa zza rzeki i dziwi ich odwiecznej, choć sprawiedliwej walce. Często wszyscy razem marzniemy, gryzą nas pchły, czasem ktoś nas bije. W prawej komorze mego serca Arsenij leczy chorych, oddaje całego siebie Bogu i dzięki jego miłości i mocy uzdrawia tych, którzy uzdrowienia potrzebują. Diagnozuje, przewiduje przyszłość, pomaga, ratuje, rzuca kamieniami w diabły. W lewej komorze mieszka na samym końcu swej drogi, kiedy staje się już Laurem. Mieszka w niej razem z niedźwiedziem i kimś jeszcze, kogo nigdy by się nie spodziewał. W końcu opuszcza świat i powinien opuścić me serce, ale nie odchodzi, zostaje.

Laur - Jewgienij Wodołazkin

Zapytali

„Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?
On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie.
Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

To chyba najważniejsze przesłanie. Autor pisze z punktu widzenia prawosławnego czy katolika, z którym ja w wielu miejscach się nie zgadzam. Bez takiego punktu widzenia historia nie miałaby jednak racji bytu. Miłość do Boga, bliźnich i mniejszych naszych braci wylewa się z każdej karty. Uczmy się tak kochać, jak Arsenij. Zaprzedajmy nasze ziemskie życia temu, który jest miłością. Przestańmy się złościć, kłócić, walczyć, nienawidzić. Odrzućmy karabiny, cięte riposty, głupie uwagi, gniew i strach. Obierzmy inną ścieżkę tą ciepłą, tą w kierunku nagrzanego, zielonego mchu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.