Seweryna Szmaglewska – Dymy nad Birkenau – przebiśnieg?

“Dni wrzasku, przekleństw i jęków przeminęły, nie pozostał po nich żaden dźwięk. Tylko czasem, wsłuchawszy się w głęboki świst wiatru wiejącego po trzcinach, usłyszeć można, stojąc na grobli pomiędzy stawami, tęskną piosenkę śpiewaną w obcej mowie, egzotyczną, niezrozumiałą, w której krzykiem rozpaczy rozlega się niekiedy słowo <<mama!>>”

SEWERYNA SZMAGLEWSKA – DYMY NAD BIRKENAU

Z czym dzisiaj przyjdziesz do nas, jaki smutek nam przyniesiesz? Nie będzie bardzo źle, to już smutek przedostatni. Jeszcze tylko jeden pozostał, końcowy i z samego końca książki wzięty. Pytający dwukrotnie. To nie na dzisiaj jeszcze, to na dni następne.

Dzisiaj zmęczenie tylko, znużenie większe coraz. Rozpacz nad ogromem i wewnętrzne dramatyzowanie. Szare przedwiośnie tak cicho przemawia, gdzie dopiero nieśmiały przebiśnieg z pochylonym łebkiem wzeszedł. On wie, że słońca jeszcze nie będzie, a tylko deszcz spłynie po jego niewielkim biało-zielonym kielichu. Szarpie tęsknotą ta niepozorna roślina i przywodzi myśli szczęśliwsze w natłoku codziennej babraniny. Nie jestem w nastroju na wiosnę. Głowę mam bolącą od ciągłego życia krzyku, od nadmiaru myśli nieposortowanych. Zmęczenie usypia rozpoczynając krótkie noce nie dające odpoczynku. Skłamałam! Ostatnie słowo mej każdej spowiedzi. Już czas siebie odłożyć na półkę, postać chwilę, skurzyć się, otrząsnąć i umyć. Zmartwychwstać gotowym do nowej walki z jutrem. Dobranoc i dzień… tylko czy dobry?


Tekst: nie gotowa na wiosnę Kwyrloczka

Zdjęcia: wiosny czekający Rymbaba

Na zdjęciach: sudeckie krajobrazy i kałuża chyba z Żyglina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *