Elżbieta Cherezińska - Niewidzianna korona - okładka połowa

O tym jak… nadchodzi Władysław – Niewidzialna Korona – Elżbieta Cherezińska

Zmogłam Drugi Tom

Jest ciut lepiej i ciut gorzej zarazem. Ciut gorzej bo często obserwowałam błędy stylistyczne i jakieś dziwaczne składnie. Nie żebym ja była orłem w tej materii. Ja mam jednak tylko siebie i jednego męża redaktora/korektora, zdaje się przy wydawaniu powieści sztab poprawiaczy jest obszerniejszy. Niech będzie, nie czepiam się. Może mi się to tylko wydawało, a może za prędko wychodziła ta książka żeby ją tak dogłębnie poprawić?

Mankament z postaciami w tle

O dziwo, poprawiły się postacie. Poszczególne charaktery bardziej się różnicują. Może też być tak, że się przyzwyczaiłam. Mimo to, nie dostrzegam już tutaj powtarzalności z pierwszego tomu, gdzie zmianie ulegały tylko etykiety na początkach rozdziałów i czyny postaci, a sam trzon pozostawał niezmienny.  W przeciwieństwie do pierwszej części Niewidzialna Korona nie oferuje niestety żadnej nadzwyczajnej persony. Piastówna Rikissa II to już nie swoja matka, a ktoś dużo bardziej zwyczajny – szkoda. Jedyne Vaclav II Przemyślida zasługuje na wzmiankę. Osobowość stworzona dość oklepanym zabiegiem poprzez obdarzenie złotego Przemyślidy konkretnym świrem. Jakim to już sobie sami doczytajcie, co ja Wam będę opowiadać. Świr nie Świr ale pomysłu na niego nie można Pani Cherezińskiej odmówić. Nie wiem także czemu autorka nie lubi Czechów, i ojca i syna przedstawia w nieprzychylnym świetle. Ojciec to świr, niegłupi, ale dający sobą manipulować. Syn „rządzi” nie wychodząc z łóżka, do tego żre i żre żadnego innego pożytku nie dając.

Zwierzęta Rules

Na czoło nietuzinkowych osobowości wysuwa się… jakby to powiedzieć, no ten… koń. I chyba ją – bo to klacz jest – lubię najbardziej. Rulka klacz Władysława Łokietka – koń który mówi – koń z charakterkiem. Koń, który zdobył moje serce. Dziękuje Pani więc za konia i za to, że umilił mi on czytanie mimo wszystko. Tylko czy ten koń nie jest mądrzejszy od dobrze urodzonego jeźdźca? Czy opisy spółkujących koni nie są ukłonem w stronę… nie, nie idźmy tą drogą, nie idźmy!!!!!

Elżbieta Cherezińska - Niewidzianna korona - 1300r.

Koszmarne Klaryski

Kiedy pojawiały się szanowne Panie Klaryski, siostry zakonne, dezaprobata mieszała się we mnie ze zniesmaczeniem. Ulokowane w klasztorze Piastówny z różnych rodowych odgałęzień, wyświęcone zakonnice rajcujące się bieżącą sytuacją polityczną i omawiające ją przy każdorazowym spotkaniu jeszcze zniosłam. Zakonnice rajcujące się opowieściami (więcej domagające się tych opowieści ze szczegółami) odwiedzającej je Elżbiety na temat stu sposobów brania jej przez dwóch z rzędu kochanków – niesmaczne, niestosowne, nie do pomyślenia w tamtych czasach. Kleru nie lubię, Klosztornych Panien nie rozumiem – uważam jednak, że to nadużycie wprowadzone jedynie w celu szargania już i tak nadwątlonego imienia Kościoła Katolickiego, dla samej zasady.

Ordo fratrum domus hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum in Jerusalem

Były i sprośne Klaryski, są i wyuzdani Krzyżacy. Dwóch Panów razem w lesie, całuski i tak dalej. Podziękuję jednak – fuj. Tak przy okazji, zastanawialiście się kiedyś czemu tylko panowie pojawiają się w takich sytuacjach, a dwie panie uprawiające seks już nie? Przecież podchodzą pod LBTG, zdaje się to jest dyskryminacja takowych. A może skoro dwie Panie mogą się podobać także tym seksistowskim szowinistom hetero to jest to już zakazane. No, w każdym razie Krzyżacy to również katolicy, a skoro katolicy to obrażać ich należy, a jak najlepiej ich obrazić – męsko męskim seksem. Punkt to obowiązkowy w pewnych pisarskich kręgach i Niewidzialna Korona jak i jej poprzedniczka nie są tu wyjątkami.

Elżbieta Cherezińska - Niewidzianna korona - Wnętrze - Krzyżacy

Co z tym Bogiem

Jest to zagadnienie, które rozbawiło mnie setnie. Zdaje się, że Ciebie Boże nikt nie rozumie. To może ja się postaram jakoś wytłumaczyć, że Bogu nie zależy na tym kto będzie rządził Polską, żadnemu Jakubowi Śwince nie mówiłby jak ma krajem pokierować, żeby osiągnąć takie, a nie inne cele. Żadna niewidzialna korona od Boga nie zostałaby mu dana. Kiedyś, przed przyjściem na  świat Jezusa, to i owszem, ale teraz… Teraz to każdy niech weźmie swój krzyż i podąża za Jezusem tym jedynym, który jest drogą, prawdą i życiem. Fragmenty, w których Chrystus gada z krzyża co kto ma robić, są raczej śmieszne. Stawiają Boga na równi z ciskającym piorunami z nieba Perunem i Trzygłowem, którzy także w książce mają swój głos. Więcej, tamci pojawiają się z wykopem, z waleniem w drzewo okrwawioną głową, dźwiękiem piorunów, a taki ukrzyżowany człowieczek zawieszony gdzieś pod powałą – co on tam może. To już zdaje się rzecz wiary.

„A mówią, że nie można tak
Wciąż wytłumaczyć ktoś się stara
Że ten cały wiary brak
To też właściwie jakby wiara”

Niewidzialna Korona

Nadal rozczarowuje, nawet okładka jest brzydka. Tylko ta moja fobia kończenia rozpoczętych książek, tym bardziej, że mam wszystkie trzy tomy w domu, trzyma mnie przy tym cyklu.
Trzecia cześć się zaczyna i Rulka pewnie zdechnie. Skoro Władysław ma już 45 lat, a długo, długo na niej jeździ, przyjdzie i czas na nią. Będzie mi przez to smutno, zawsze jest mi smutno, gdy odchodzą zwierzęta. Zwierzęta i dzieci… jak pierworodny Stefan. Taka już jestem.

Elżbieta Cherezińska - Niewidzianna korona - okładka

 


Elżbieta Cherezińska – Niewidzialna Korona

1 thought on “O tym jak… nadchodzi Władysław – Niewidzialna Korona – Elżbieta Cherezińska”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.