Cztery Tomy Nocy i Dni

O tym jak… przeżyłam dziewięć miesięcy rozczarowania – Noce i Dnie – Maria Dąbrowska

Entuzjazm był tak wielki

Miało być tak pięknie, wywiady miały być, autografy… i było, było pięknie tak i poczytnie, radośnie oczka po literkach biegały zdania składając. Było pięknie tak, aż skończył się pierwszy tom i piękno owo sielskiego życia ustąpiło miejsca czemuś zgoła przeciwnemu. Nienażarta, złakniona tamtych czasów połykałam wręcz stronę po stronie, zdanie po zdaniu. Delektowałam się przedpierwszowojenną obyczajowością, tym ostatnim momentem starego świata, zanim szlachectwo rozwałkuje podwójna wojenna zawierucha tworząc podwaliny pod obmierzłe mi znaki współczesności – korporacjonizm, ekologię, weganizm i kowidiotyzm.

Mózg wyłączył się na czas jakiś

Zrezygnowała autorka z opisu spokojnego wiejskiego życia ze spokojnym aż nadto Bogumiłem, Barbarą panikarą, dzieciakami, służbą, chłopami z czworaków, znajomkami, z nawet psami. Fundując czytelnikowi – czyli mnie, i Tobie nieznajomy jeden na milion co się odważyłeś Noce i Dnie wziąć w swe dłonie – nużące rozterki nie o nawożeniu jabłoni niestety.

Dwór Wybickich

Niekończące się rozmowy o polityce, zaborcach, socjalizmie, dobroczynności, oddaniu sprawie, ponownie o socjalizmie, polityce, zaborcach. O polityce socjalnej zaborców, o dobroczynności socjalnej polityki, o polityce dobroczynnej socjalizmu, oddaniu sprawie dobroczynności. Żeby jeszcze potrawy spożywane do tego dobroczynnego zaborczego socjalizmu były opisane, ale nie. Kawa, koniaczek, wiśnióweczka. Raz jeden tylko coś z kwaśnym sosem, mięso chyba, no i masz, jeszcze zapomniałam co to było. Na tych tematach mózg mój się wyłączał, strawić tego nie było sposobu. Gałka się przekręcała, audycja radiowa zmieniała, coś tam szumiało nieznacznie socjalizm socjalizm, ale głównie, jak to moja babcia mawiała – szła audycja o praniu, sprzątaniu i najwymyślniejszych kanapkach dla męża z tym nowym biedrowym pesto z orzeszków.

Noce i Dnie widok z okna

Noce i Dnie – opowieść o dwóch duetach straszliwych

Marcyś i Agnieszka, Agnicha i Marcyś by ich szlag trafił z politycznym zaangażowaniem, zakochaniem i konspiracją. Okrutnie grali mi oni na nerwach, przyprawiali o torsje i migrenowe bóle głowy, najprawdopodobniej także o bóle porodowe. Rozchodzili się – schodzili, ględzili o wolnej Polsce. Boże, gdyby tak wiedzieli, że całą tę ich walkę o wolność za darmo w 2004 roku, bez jednego wystrzału, na tacy oddano pod zabory pewnego socjalistycznego tworu (à propos socjalizmu i zaborców). Gorsi nawet byli od rozhisteryzowanej Barbary panikary, którą, swoją drogą, że tak do tego wątku parę słów wtrącę, mąż jej Bogumił powinien lać od rana do wieczora, aż wytłukłby tą piskliwą durnotę, nadopiekuńczość, zachowawczość i nieumiejętność dostrzeżenia prawdziwej, szczerej i do wyrzygania poświęcającej się miłości.

Zmierzch

„Niestety, nobla raczej nie weźmie”

Czy mnie to dziwi, ani trochę, choć znawca ze mnie literatury noblistów raczej żaden. Brakuje w Nocach i Dniach epickości, barwnych opisów. Gdyby tak nająć Reymonta, żeby to podrasował swym impresjonistyczno-słownym stylem, to mógłby być przebój. Obwieszczam z bólem serca, wszem wobec, że Noce i Dnie to mój ogromny książkowy zawód oraz jednocześnie dziewięć miesięcy intelektualnej mordęgi. Ostatnie sto stron wymęczyłam leżąc w szpitalu po porodzie. Udało mi się chyba tylko dlatego, że nie dało się stamtąd uciekać, a czymś trzeba było się jednak zająć.

Noce i Dnie - irys tamtych lat

Może to straszne, ale wydaje mi się, że czasem tak bardzo jestem drugą durną Barbarą panikarą, a mój mąż tak często jest kochanym i ciepłym Bogumiłem. Nawet mając to przed oczyma duszy muszę całun zapomnienia zarzucić na Noce i Dnie. Odhaczam je jako przeczytaną klasykę i odkładam na półkę z łezką w oku. Czemu z łezką, bo kupiłam dwa brakujące tomy, a teraz wiem, że to była wyjątkowo kiepska lokata kapitału.

Film

Czasem zdarza się tak, że ekranizacja lepsza jest od literackiego pierwowzoru. Przykładowo Łowca Androidów tak właśnie ma, czy tam w wersji dla czytelnika spode łba spoglądającego na kinematografię – Czy androidy śnią o elektrycznych owcach. Do serialowej wersji Nocy i Dni chętnie powrócę i tylko tę wersję polecam. Wnętrza, kostiumy, miejsca, wybór fragmentów: czysta przyjemność. Obraz w filmie tak mocno nadrabia to, czego brak w książce, co smutne bardzo, bo ponoć Dąbrowska opisywała czasy i miejsca, o które dane było jej się otrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.