Denis Szabałow – Prawo do użycia siły – Spektakl Węgla nie ma

Znaleźli się ludzie, którzy za pieniądze byli gotowi sprzedać i zdradzić nie tylko własny kraj, ale i rodzoną matkę! i oni, ci zdrajcy zaczęli po cichu ryć… Wszystko odbywało się niezauważalnie, pomału, ukradkiem. Jeśli mądremu człowiekowi cały czas powtarzać, ze jest głupcem, to uwierzy, nie miejcie wątpliwości. Sedno tkwi w tym, by odpowiednio długo i z intensywnością mu to wpajać. A oni, już oni się starali… Świadomość większości ludzi jest zmienne, podatna na cudze wpływy, najbardziej na wpływy szkodliwe, demoralizujące. Telewizja, internet, prasa, zewsząd zaczęło się sączyć błoto. Literatura, teatry, kino, stopniowo wszyscy zaczeli wychwalać najniższe ludzke instynkty. Z ludzkiej mentalności usuwano wszystko, co rozumne, dobre, wieczne, i wciskano kult seksu, przemocy, kłamstwa, zdrady… W wyższych warstwach klasy rządzącej zaczął się chaos, bałagan. Biurokracja i łapownictwo, protekcjonalizm i kumoterstwo, brak zasad i nieudolność działania, wszystko to zostało podniesione do rangi cnoty. Uczciwość, honor, przyzwoitość były wyśmiewane, obrzucane błotem i wkrótce stały się nikomu nie potrzebnymi przeżytkami. Bezczelność, kłamstwo, pijaństwo, narkomania, niewierność, nienawiść i zawiść, wszystko to było w zakamuflowany sposób propagowane bujnie rozkwitło. Strywializowano wiarę, odcięto korzenie duchowe, niszczono same fundamenty narodowej moralności… – Rodionycz westchnął spazmatycznie, jakby brakowało mu powietrza,i wpatrzony gdzieś w swoje wnętrze, skinął głową. – A przecież wrodzy ideologowie wiedzieli, gdzie uderzyć: szło zawsze o młodzież. Z tego prostego powodu, że wpływać na nią jest zawsze łatwiej niż na tych, którzy maja ugruntowane poglądy, którzy maja już swój punkt widzenia na otaczająca ich rzeczywistość. I wpływali, zmieniając młodzież w cyników, próżniaków, kosmopolitów… Jakie wojsko, jaka rodzina, jakie dzieci, wszystko tylko dla siebie, wszystko w imię siebie samego! Bezcelowe przeżywanie swojego życia, przyjemności, egocentryzm… Nikt nie chciał rozejrzeć się dookoła, obudzić się.

DENIS SZABAŁOW – PRAWO DO UŻYCIA SIŁY

To właśnie przypomina mi, że byliśmy ostatnio w teatrze

Chciał człowiek obcować ze sztuką wyższą, zmierzyć się z ciekawym dla nas zagadnieniem tożsamości zagłębiowskiej i jej wzajemnym przenikaniem się z bliską memu sercu z racji urodzenia śląskością. Przyznajcie, że takie łączenie odmiennych kultur brzmi ciekawie i ciekawie nawet się zaczęło, komediowa konwencja, pośmialiśmy się, nie powiem. Na długo tego humoru jednak nie starczyło, szybko bowiem miny nam zrzedły, początkowe zdziwienie przeobraził się w zawód, a zawód w smutek. Przyjemny początek okazał się niestety jedynie przykrywką do obrzydliwej ideologicznej farsy, którą w dalszej części spektaklu nam zaserwowano.

Od ekologi się zaczęło

I wjechała na dzień dobry ekologia i sztandarowe jej hasła – podły węgiel, zanieczyszczający środowisko – a może być tak pięknie przecież, zielono i dziko jak na obrazach Grupy Janowskiej. Świat nieskalany paskudną ludzką kapitalistyczną ręką. Tauzen zarośnięty lianami i gąszczem, fantastyczne stwory wędrujące ulicami. A ludzie? Gdzie ludzie? Czy w ekologicznych wizjach jest jeszcze dla nas jakiekolwiek miejsce?

W sztuce ludzi na Śląsku już nie ma i węgla nie ma. Są za to niedobitki prawdziwych Ślōnzokōw, prywatny detektyw z zagłębia i dziołcha “niemowa” walczą z kosmicznym najeźdźcą. Paskudne larwy napadły bowiem na Śląsk i w kooperacji z Konfederacją, bo z kimże by innym, usiłują przejąc władzę. Oczywiście przedstawiciele konfy to krypto geje, ideologicznie zidiociali faszyści, a larwo podobni obcy, z którymi współpracują, wędrują po Katowicach żrą, srają i rzygają do bidetów. To moi mili jest wielokrotnie powtarzany cytat ze sztuki: żrą, srają i rzygają do bidetów!

Spektakl Węgla nie ma

Tak siedzę, na tym zicu, w tym Wyspiańskim i myślę – teatr, sztuka wyższa, a ja chyba na drugi raz nie pójdę, bo dres rozpruł mi się pod pachą. Czy gorzej być jeszcze mogło? Kurna, mogło! Znienacka, prawie przy końcu, do którego cudem tylko dotrwaliśmy (chyba przez szok, który nami zawładnął), wyskakuje dziołcha “niemowa”, która okazuje się ukraińską lesbijką. Wygłasza on mowę, jaki to świat jest zły, podły i paskudny, zabraniając jej życia z inną babą. Teraz muszą obie uciekać w kosmos, a przecież wszyscy mogliby się kochać na Ziemi. Oj, to już grubo pojechali, ale najgorsze dopiero miało nadejść.

Gdzie ta tożsamość?

Na samym, samiuśkim koniuszku, reżyserowi spomniało się nagle, że miała to być sztuka o trudnych relacjach Zagłębia i Śląska, o tożsamości tych dwóch tak odmiennych regionów, a on się tak ideologicznie zafiksował na ekologi, genderach i nienawiści do Konfederacji, że w ostatnim zdaniu dowalił, z gymby Hajera, côłkiego na biôło, że ta rozpatrywano niechęć Ślōnzokōw do goroli zza Brynicy, to ino sztereôtypy i gupoty, i po prŏwdzie czegoś takiego wcale ni ma. Brawo! Brawo dla autora za zgłębienie tematu, za zrozumienie trudnej historii regionu. Brawo dla Pana ignoranta, ale za to polityczno poprawnego ignoranta, dla którego szczytem humoru jest sranie i rzyganie do bidetu.

I cóż, że to warsztatowo ładnie zgrali, i cóż, że wizerunek krypto gejów rodem z teledysku YMCA był naprawdę udany, jeśli niesmak taki pozostał i zadra na sercu, i duszy. Mój ukochany teatr spuszczony w bidecie, przy akompaniamencie radosnego poklasku gawiedzi. Tak, można być lewicowcem, ekologiem i lesbijką, ale jednak zawsze, zawsze należy trzymać jakiś poziom!

Na to wszystko wchodzi mój mąż, zupełnie nie na biało i zdaje się także w rozprutym dresie, który odwraca się do mnie, gdzieś przy końcu spektaklu, i mówi, nie starając się być specjalnie cicho: takiego gówna dawno nie widziałem! Mina tej odwracającej się z rzędu przed nami kobiety, o aparycji feministki połączonej z aktywiszczem, BEZCENNA.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *